Już czas, by amatorów przyjmowania przez Polskę „uchodźców” przestać traktować jako „pięknoduchy”, a spojrzeć na nich jak na zagrożenie

uchodzcy.jpg

Już czas, by amatorów przyjmowania przez Polskę „uchodźców” przestać traktować jako „pięknoduchy”, a spojrzeć na nich jak na zagrożenie. Dostrzec w nich nie tyle deklamatorów lewackiego bełkotu, co ludzi tworzących warunki do popełnienia przestępstwa. Dlaczego? Ponieważ coraz bliżej naszych granic muzułmanie dopuszczają się obrzydliwych czynów.

Atak na pielęgniarkę

Nocą z niedzieli na poniedziałek 31 października młody Afgańczyk napadł na pełniącą dyżur pielęgniarkę oddziału infekcyjnego Szpitala Uniwersyteckiego Na Bulovce w Pradze. Obezwładnioną kobietę zaciągnął do pustego pawilonu i zaczął ją molestować.

Finał ataku nie jest do końca jasny, ale miejmy nadzieję, że potwierdzi się wersja, że zwyrodnialec z Afganistanu nie spełnił zamiaru zgwałcenia swej ofiary. Mimo że prażanie mówili o ataku muzułmanina, media potwierdziły te niepokojące zdarzenie dopiero 3 listopada.

Informację portalu Aktu.cz upowszechniły portale prawicowe i informacyjne. Ciekawe, że na portal pravyprostor.cz, który jako jeden z pierwszych upowszechnił doniesienie o gwałcie dokonanym przez muzułmanina, nie można się dostać.

Zarzut gwałtu

Agencja Aktu.cz cytuje świadków, którzy twierdzą, że inni pracownicy szpitala pospieszyli obmacywanej przez Afgańczyka kobiecie z pomocą i zmusili muzułmanina do ucieczki. Najpewniej i na szczęście nie doszło więc do zbliżenia seksualnego.

Według cytowanej Ivety Martnkovej, rzeczniczki praskiej policji, kryminalni zatrzymali błyskawicznie sprawce i postawili mu zarzut gwałtu. W czeskim prawie bowiem czyny, których dopuścił się muzułmanin są tak właśnie identyfikowane.

Skąd Afgańczyk wziął się w Pradze? Nie wiadomo. Pojawił się w szpitalu, w którym hospitalizowany był jeden z członków jego rodziny. Teraz w areszcie oczekuje na decyzję sądu dla Pragi 8.

Warto chyba zaapelować do „pięknoduchów”, by zanim zaczną upowszechniać ideologie multi, zastanowili się, kogo zapraszają do swego kraju i kogo narażają na niebezpieczeństwo.

autor: Waldemar Antkowiak

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ