Sukces Donalda Trumpa, Święto Niepodległości i brunatna szarańcza z kosmosu

donald-trump-1301259_960_720.jpg

Stało się. Kiedy to piszę, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że wybory w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej wygrał Donald Trump. Teraz pozostaje tylko czekać na trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy w kolejnych elektrowniach atomowych oraz inwazję brunatnej szarańczy z kosmosu.

Donald Trump (to fakt, że imię fatalne, a inicjały niepokojące) przedstawiany był przez media tak zwanego głównego nurtu na całym chyba świecie jako jednoosobowa kumulacja wszystkich najgorszych cech, jakie tylko mieć może człowiek. A może to już nawet nie jest człowiek? – sugerowali niektórzy żurnaliści. Takie podejście medialnych manipulatorów w naturalny sposób przysparzało mu oczywiście sympatii wśród ludzi, którzy globalnym kłamstwem informacyjnym są już zbrzydzeni do granic wytrzymałości. Hillary Clinton miała być na jego tle kandydatką stabilizacji, rozsądku i nadziei. Patrząc na jej zachowania w trakcie kampanii trudno odgadnąć, na jakich podstawach twierdzenie to się opierało.

Przyznam, że na mnie żadne z tych kandydatów amerykańskiego wyścigu po władzę nie robiło specjalnie dobrego wrażenia. Gdybym był Amerykaninem prawdopodobnie dopisałbym po prostu nazwisko na karcie wyborczej i zagłosował na… Ronalda Reagana albo – wbrew lewacko-liberalnemu walcowi medialnemu – z pewnym niepokojem poparł Trumpa. Dzięki Bogu jestem Polakiem i wybierać nie musiałem. Jak będzie dalej w USA i jaki wpływ na Polskę będą miały tamtejsze wybory przekonamy się za jakiś czas. I to (prawie) tyle o wyborach za oceanem.

Dla Polski, moim zdaniem, ważniejsze dzisiaj jest przypomnienie olbrzymiego sukcesu, jaki stał się udziałem naszego narodu 98 lat temu. Nasz kraj zerwał wówczas niewolnicze łańcuchy i stał się państwem niepodległym. Fakt ten trzeba stale przypominać, żeby ciągle mieć świadomość, jak łatwo niepodległość stracić. Do utraty wolności pod koniec XVIII wieku w olbrzymim stopniu doprowadziły przecież zdrada, bezmyślność i prywata Polaków gorszego sortu tamtego czasu. Wiele krwi, wiele poświęcenia, bezinteresowności oraz wiele lat potrzeba było, żeby wolna Polska w roku 1918 znowu wróciła na mapę świata. Ważny to był rok! Przyznać trzeba, że nie bez znaczenia w dziele przywracania niepodległości Rzeczpospolitej były też wtedy działania ówczesnego prezydenta USA Thomasa Woodrow Wilsona. Warto pamiętać, że po jego śmierci w Polsce ogłoszono żałobę narodową… Cóż, jak widać, wybory w Stanach Zjednoczonych mogą jednak nie być dla Polski tak całkiem obojętne. Oby więc Trump był bardziej jak Wilson, a zdecydowanie mniej jak Roosevelt.

autor:  Jarosław Kresa

 Foto: Pete Linforth/Pixabay

źródło: zprawa.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ