Jest źle. Bardzo źle. Wręcz tragicznie. To był „czarny rok” rządów Beaty Szydło, twierdzi szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. „Rok bezmyślnego tworzenia permanentnego stanu chaosu i destabilizacji każdego obszaru państwa oraz rok nieumiejętnych prób zarządzania wyrządzanymi własnoręcznie szkodami”, podsumowuje w specjalnej „Czarnej księdze” partia drugiego pretendenta do stanowiska premiera Ryszarda Petru z Nowoczesnej. Jak żyć, no, jak tu żyć…?!
Zadziwiające, ile trudu wkłada opozycja w potępianie w czambuł, w tę karykaturalną już krytykę wszystkiego, cokolwiek zrobił i nie zrobił rząd Prawa i Sprawiedliwości. Żadnej myśli twórczej, żadnej konstruktywnej propozycji, cała jej praca sprowadza się do wbijania wyborcom do głów, jaką fatalną popełnili pomyłkę i jakież nieszczęście spadło na Rzeczpospolitą z chwilą objęcia wladzy przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Zgodnie z Goebbelsowska zasadą, że „nawet brylantowa technika propagandowa nie da sukcesu bez powtarzana bez ustanku i wwiercenia w umysły zawartej w kilku punktach, fundamentalnej tezy”. W ustach opozycjonistów z PO i Nowoczesnej ta fundamentalna teza brzmi: PiS = zbiorowe nieszczęście Polek i Polaków. Prócz partyjnych aktywistów, za wiercenie w umysłach wzięły się sprawdzone w boju od wielu lat, wierne media i postaci.
Oceniamy rząd premier Szydło w skali od 1 do 6. Średnia? Dwója z małym plusem
– huknęła w tytule – jakżeby inaczej – „Gazeta Wyborcza”.
„W rocznicę swoich rządów PiS postanowił nie spełnić sztandarowej obietnicy wyborczej”,
– to następny tytuł z internetowej „oceny” wystawionej premier Szydło przez zespół redakcyjny z ul. Czerskiej. Kto chce poznać szczegóły, odsyłam do źródeł. Bulwarowy „Fakt” postanowił nie przynudzać ogólnikami, lecz odniósł się prosto z mostu do konkretnych ludzi: „Policzek dla Macierewicza”, czy o „Wpadka Waszczykowskiego”, to tytuły z tego tabloidu, które mówią same za siebie. Portal Onet sięgnął (dla zachowania obiektywizmu ma się rozumieć), do opinii niemieckiej gazety. Tytuł? „Handelsblatt surowo o rządzie PiS”. Chodzi o to, że „polska była wizytówką Europy środkowej”, jak napisał na użytek tego dziennika belgijski europoseł, zwolennik przekształcenia UE w Stany Zjednoczone Europy, Guy Verhofstadt. Była, bo teraz:
Zamiast umacniania znaczenia Polski dla NATO i pozycji silnego, respektowanego państwa członkowskiego UE, PiS jak opętany omija łukiem, co nowoczesne
Verhofstadt ubolewa i sugeruje, co następuje:
To raczej niemożliwe, by UE i inne gremia międzynarodowe znalazły rozwiązanie politycznych problemów Polski. Polacy mogą zrobić to tylko sami
W kwestii formalnej, artykuł wykorzystany przez Onet jest w rzeczywistości omówieniem tekstu z „Handelsblatt”, które sporządziła w języku polskim redakcja Deutsche Welle. Ta ostatnia zawarła pod nim wszakże zastrzeżenie, że ów tekst „niekoniecznie odzwierciedla stanowisko Redakcji Polskiej DW”. Oprócz tego, w Onecie bryluje były, polski prezydent, to znaczy, również w omówieniu, pt. „Lech Wałęsa krytycznie o działaniach polskich władz”:
Wszędzie są uwagi i pretensje, wyśmiewają nas. To jest obraz nędzy i rozpaczy, zdarzyło się nieszczęście i trzeba je przeżyć
– jęknął w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” ten, co… wstrzymał ziemię ruszył słońce. Tym samym autorytetem, w końcu „światowym”, posłużył się także portal Wirtualnej Polski.
Lech Wałęsa o szefie MON: z łukami i kuszami chce biegać po łąkach
– wytłuszcza Wirtualna. I dalej, że „będziemy długo odrabiać straty po Kaczyńskim”, że „powinno być referendum” itd. Zdaniem Wałęsy, zaprzęgniętego dla wspólnej sprawy przez Olejnik/TVN/Onet/Wirtualną Polskę, to nie on, lecz „prezes PiS pozostaje w poprzedniej epoce” i mści się, od kiedy Lech vel Bolek „wyrzucił go na zbity pysk z urzędu”. Wirtualną wspiera też w okolicznościowym komentarzu hunwejbin „postępowego dziennikarstwa” z „Krytyki Politycznej” Sławomir Sierakowski:
Z tym zgodzimy się wszyscy: rząd porusza się z szybkością blitzkriegu. Niestety wszystko, po czym przejedzie, też wygląda jak po blitzkriegu: konstytucja, sądy, edukacja, kultura, spółki Skarbu Państwa, stosunki międzynarodowe, polityka zagraniczna
– kwituje w swym specjalnie przygotowanym „Rankingu rządowych bzdur”. W tym jakże zacnym chórze nie mogło zabraknąć twitterowej „publicystyki” Tomasza Lisa. Rok sprawowania władzy przez premier Szydło był:
Dla PiS-u i Misiewiczów nawet doskonały. Dla Polski fatalny. Najgorszy od końca PRL-u
– podsumował naczelny polskojęzycznego „Newsweeka” i dorzucił, aby nikt nie miał wątpliwości:
Rozdawnictwo, spadek wzrostu gospodarczego, zdemolowanie pozzycji i wizerunku Polski, promocja miernot, inwazja chamstwa, zemsta – oto ten rok
Po namyśle dodał jeszcze, upodabniajac się do premiera Zjednoczonego Królestwa Winstona Churchilla:
Rok PiS – jeszcze nigdy tak niewielu nie zepsuło tak wiele, tak szybko, z taka radością i zupełnie bez głowy. To nie rok, to wyrok
Jednym zdaniem, czego nie dotkną się ci papracy z gabinetu premier Szydło, to schrzanią. Niech sobie to wyborcy wbiją do głów, żeby znów się nie wygłupili przy urnach podczas wyborów samorządowych i, nie daj Boże, nie umożliwili PiS-owi rządzenia przez następna kadencję. Aż dziw bierze, że PO i Nowoczesna nie wydały dotąd kompaktu z uwspółcześnionymi wersjami piosenek dla dzieci, do odtwarzania im na dobranoc przez światłych rodziców, np.: „PiS jest dziki, PiS jest zły, PiS ma bardzo ostre kły, kto pisowca gdzieś spotyka, niech na drzewo szybko zmyka…!”.
Trzeba młodym już teraz wbijać do głów, zgodnie z zasadą Goebbelsa, że „nawet brylantowa technika propagandowa nie da sukcesu bez powtarzana bez ustanku i wwiercenia w umysły zawartej w kilku punktach, fundamentalnej tezy”: PiS = zbiorowe nieszczęście… Bo jest źle. Bardzo źle. Wręcz tragicznie.
Nie wiem, co bierze Lis & Company, ale daje to niezłego kopa. Głupi, ciemny lud jakoś tego nie kupuje. W sondażu OBBRiS przygotowanym dla… Onetu właśnie na okoliczność roku rządów PiS, partia prezesa Kaczyńskiego „zyskuje coraz większe poparcie” społeczne, „coraz więcej traci natomiast PO”.
A propos Niemiec, ale nie tych Goebbelsowskich, lecz dzisiejszych; gdy Angela Merkel była jeszcze w opozycji, a ster władzy dzierżył kanclerz Gerhard Schröder, potrafiła docenić reformatorski wysiłek gabinetu SPD-Zielonych, który de facto wydobył republikę z gospodarczego dołka. To kwestia politycznej klasy i kultury. Już na stanowisku szefowej rządu zaskarbiła sobie u rodaków ogromnę sympatię. „Nie ważne, lubimy jej partię, czy nie, wszystko jedno, wybieraliśmy ją czy nie, niezależnie, czy podobają się nam decyzje podejmowane przy masywnym, drewnianym stole w Urzędzie Kanclerskim (…), jest naszą >>Matką Narodu<<”, jak okrzyknęły Merkel rodzime media, a co podkreśla portal internetowy pod tą nazwą. Inna rzecz, to jej bieżące problemy, jakie sama sobie napytała i spadek popularności z powodu nietrafionej polityki imigranckiej.
Premier Beata Szydło ma wszystko, czego można oczekiwać od szefowej rządu: dobre, wszechstronne wykształcenie, doświadczenie polityczne w strukturach samorządowych, zdecydowanie, energię, determinację, łatwość nawiązywania kontaktu i wysławiania się, o prezencji nie wspominając. Nijak nie da się jej także zarzucić brak troski o dobro własnego kraju. Tylko człowiek powodowany złą wolą, zezowaty umysłowo, lub sklerotyk nie pamięta co wyszło z szumnych zapowiedzi i obietnic z pierwszego, najdłuższego w dziejach III RP exposé premiera Donalda Tuska, trwającego dokładnie 3 godziny i 7 minut: najpierw kadencja nieróbstwa, które nawet wytykały mu przyjazne, zagraniczne media, potem kumulacja afer i skandali, wreszcie ucieczka szefa rządu na intratną posadę w Brukseli.
Co zostanie zapamiętane z dwóch kadencji PO z przystawką „ludowców” z PSL? Ustawiczne przepraszanie i stałe zapowiedzi „walki o odzyskanie zaufania obywateli”, a to ze strony samego Tuska, to jego następczyni Ewy Kopacz, to znów obecnego przewodniczącego Platformy z nazwy Obywatelskiej Grzgorza Schetyny. I jeszcze coś: trwająca także do dziś kampania nienawiści wobec wczorajszej opozycji, dziś sprawujących władzę przeciwników politycznych z Prawa i Sprawiedliwości.
Nie mam zamiaru wyliczać dokonań tego rządu z minionego roku, zrobili to lepiej lub gorzej sami ministrowie. Jedno wszakże jest pewne: gdyby Beata Szydło rządziła w Niemczech, dawno byłaby okrzyknięta mianem „Mutter der Nation”.
źródło: wpolityce.pl
fot: youtube















