0.2 C
Wrocław
Wojciech Reszczyński: Obrona mediów była tylko pretekstem do wywołania przesilenia parlamentarnego

Wojciech Reszczyński: Obrona mediów była tylko pretekstem do wywołania przesilenia parlamentarnego

media.jpg

Ostatnio pani posłanka Scheuring-Wielgus biega z telefonem z  włączoną kamerą i atakuje dziennikarzy. Pytam, gdzie jest powaga, gdzie jest godność Sejmu? Gdzie jest powaga państwa?

— mówi Wojciech Reszczyński, dziennikarz, członek zarządu warszawskiego SDP w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Po raz pierwszy chyba sprawa swobody poruszania się dziennikarzy po Sejmie stała powodem rządowego kryzysu. No właśnie: przyczyną czy pretekstem?

Wojciech Reszczyński: Jest niewątpliwie pretekstem do wywołania przesilenia parlamentarnego. A w konsekwencji – rządowego. Sparaliżowanie prac parlamentu przez pana posła Szczerbę, jego wystąpienie z kartką „WolneMedia” w sejmie, wykluczenie go z obrad, na co w pełni zasłużył…

Jest pan pewien?

…spowodowało, że inni posłowie wyciągnęli te same kartki. To potwierdza, że to było przygotowane już wcześniej. Obrona dziennikarzy, którym się utrudnia pracę w Sejmie to tylko pretekst. Marszałkowi Kuchcińskiemu chodziło przecież o uporządkowanie tego, co się dzieje w Sejmie na rzecz rozwiązań, które przydawałyby trochę powagi już nie mówię o godności. Byłem nie raz w Sejmie i widziałem te koczowiska dziennikarzy leżących pokotem pod ścianą. I tych wszystkich zainteresowany wielkim show jakie się odbywa w Sejmie i pracą, czy dyskusją na temat ustaw.

To była taka inwigilacja posłów w celu tematów chwytliwych medialnie, by można było pokazać na pierwszej stronie jakiegoś posła bez butów czy biegnącego do toalety w tę czy z powrotem. Ja tego nie akceptuję. Chciałbym, żeby sprawozdawcami parlamentarnymi byli ludzie, którzy mają doświadczenie, dorobek, a nie żeby każdy portal wysyłał tam swojego reportera czy reporterkę. Nawet pani Kolenda–Zalewska się kiedyś przewróciła, bo dostała w głowę kamerą…

Takie rzeczy się zdarzają i nikt z dziennikarzy nie kwestionuje potrzeby zorganizowania jakiegoś centrum prasowego, natomiast kwestią sporną pozostaje dostęp do najbardziej newralgicznych miejsc, galerii, zwanej nawet lożą prasową, do komisji, do możliwości mniej formalnego kontaktu z politykami… Rozmowy, które podjął marszałek Karczewski zdają się toczyć w kierunku złagodzenia pierwotnie zaproponowanych obostrzeń. Więc chyba jednak one szły za daleko i źle, że były zaproponowane, bez konsultacji…

Jeżeli miałbym mieć zastrzeżenie, to tylko to ostatnie, że marszałek nie zwróciła się wcześniej, nie ustosunkował się do uwag SDP, które było wystosowane. Był czas, żeby popracować nad ta formułą. Natomiast wśród dziennikarzy jestem w mniejszości, bo uważam, że nawet gdyby te nowe zasady zostały wprowadzone, nie odebrałyby dziennikarzom wolności działania w Sejmie. Nie wyobrażam sobie by nie udało się przekazać tego co się tam dzieje. Zwłaszcza, że dzisiaj sami posłowie wszystko nagrywają i przesyłają. Nie ma takiej sytuacji, żeby w Sejmie można coś było ukryć przed opinią publiczną. Nie uwierzę w to, przy obecności tylu kamer, tylu ludzi. Chodzi o to, by zmniejszyć ten tabun dziennikarzy, którzy nie są zainteresowani rzeczywistą pracą parlamentu.

Większość dziennikarzy ostrzega tylko, by nie wylać dziecka z kąpielą. Bo np. usunięcie kamer z galerii sejmowej i skazanie stacji telewizyjnych na przekaz z internetowych kamer sejmowych – pozbawia ich emisyjnego materiału… Tu jest mnóstwo istotnych drobiazgów…

Ja osobiście oczekuję poważnej rozmowy na poważne tematy. Nie interesują mnie przewalanki sejmowe, pyskówki, bieganie za politykami. Mnie to wręcz oburza bo jest to najwyższe ciało ustawodawcze. I wymuszanie takich sytuacji, jak choćby to z udziałem posła Suskiego, który się przewrócił, bo poseł Olszewski go zblokował…

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ