Trzeba zwiększyć liczbę osób, które zajmują się monitorowaniem podejrzanych osób. Zamachowiec z Berlina znajdował się bowiem na takiej liście. Miał zakaz przyjazdów do Stanów Zjednoczonych. Był więc na czarnej liście służb, przebywał wcześniej w więzieniu. Wyszukiwał też w internecie informacje, jak można przygotować ładunki wybuchowe domowej roboty. Służby o tym wiedziały.
– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Magdalena El Ghamari, wykładowca w Uniwersytecie w Białymstoku (Instytut Historii i Nauk Politycznych, Zakład Bezpieczeństwa Międzynarodowego) oraz analityk w portalu Defence24.
wPolityce.pl: Zastrzelenie autora ataku terrorystycznego w Berlinie i uprowadzenie samolotu na Malcie, choć zbyt odległe, by je bezpośrednio łączyć, zbiegają się jednak w niemal tym samym czasie. Przypadek?
Dr Magdalena El Ghamari: Możemy połączyć kwestie państwa upadającego, czyli Libii, związków grup przemytniczych, które bezpośrednio kierują się do Włoch. Sprawca zamachu był Tunezyjczykiem. Mówimy więc o tym związku libijsko-tunezyjsko-włoskim. Kryzys migracyjny to oczywiście inna kwestia niż ekstremizm, ale poniekąd wszystko to się łączy. Sprawca ataku terrorystycznego w Berlinie przybył do Europy w 2011 roku, więc on nie załapał się na tę wielką falę migracyjną, ale załapał się na upadek arabskich reżimów, który można uznać za powód pierwszej fali migracyjnej. Wciąż jednak nie wiemy, kto konkretnie go zradykalizował. Nie ma jednak najmniejszego znaczenia, czy ten terrorysta został zwerbowany przez ekstremistów, czy jego działania miały podłoże w ewentualnych zaburzeniach psychicznych. Takie osoby doskonale nadają się do radykalizacji. Trafiają do Europy, często bezskutecznie poszukują pracy. To rodzi frustracje. Tymczasem otwarte granice wewnątrz unii, sprzyjają niekontrolowanemu przepływowi ludzi. Gdyby chciał mógłby nawet przyjechać do Polski.
Trwa teraz dyskusja nad kwestią otwartych granic unijnych. Pojawiają się komentarze, z których wynika, że otwartość granic może sprzyjać przepływowi terrorystów. Czy to jednak wystarczający powód, by myśleć o ponownym wprowadzeniu kontroli granicznych?
To jest bardzo ciężki i skomplikowany temat. Zamknięcie granic wiązałoby się z protestami społecznymi. Trzeba też przypomnieć, że zamknięcie granic uderzy bezpośrednio w europejską gospodarkę. Olbrzymi rynek usług, przepływ ludzi i transport to ważne gałęzie gospodarki. Bezpośrednia komunikacja sprzyja też kontaktom rodzin, których członkowie rozrzuceni są często w całej Europie. Faktem jest jednak, że otwarte granice sprzyjają też przepływowi osób, które mogą mieć związki z terroryzmem. Dlatego trzeba pomyśleć nie tyle o zamknięciu granic co o skutecznych kontrolach. Ten problem jest jednak bardzo trudny do rozwiązania.
Czyli trzeba postawić na służby specjalne oraz wymianę informacji między nimi?
Tak, trzeba zwiększyć liczbę osób, które zajmują się monitorowaniem podejrzanych osób. Zamachowiec z Berlina znajdował się bowiem na takiej liście. Miał zakaz przyjazdów do Stanów Zjednoczonych. Był więc na czarnej liście służb, przebywał wcześniej w więzieniu. Wyszukiwał też w internecie informacje, jak można przygotować ładunki wybuchowe domowej roboty. Dotarłam do jego profilu i zobaczyłam, że w „polubionych” ma stronę organizacji, która jest odłamem Al-Kaidy. Skoro mi się to udało, to dlaczego służby nie zrobiły tego wcześniej?
Czy na coś szczególnego zwróciła pani uwagę analizując profil C Amisa Amri?
Patrząc z punktu widzenia psychologicznego, to profil tego człowieka był bardzo charakterystyczny dla kogoś, kto wrzuca do sieci dużo swoich zdjęć selfie. Był dobrze ubrany i zadbany. Ważne jednak są niepokojące „polubienia” tego człowieka. Na profilu nie widziałam jednak jakieś szczególnej niechęci do świata zachodu. Mógł się jednak kontaktować z radykałami przy pomocy prywatnych komunikatorów. Służby potwierdzają jednak jego kontakty z Daesh i „Państwem Islamskim”. Cała ta wiedza mogła przyczynić się do skutecznych działań służb. Wiadomo, że sprawca był karany, że szukał kontaktów z radykałami islamskimi, do tego sam miał problemy ze znalezieniem pracy. W tle widzimy też okres przedświąteczny, symbolikę bożonarodzeniową.
W kulturze europejskiej okres świąt to moment szczególny. Czy dlatego ekstremiści mogą planować ataki właśnie w tym okresie?
Wydaje mi się, że tak. Symbolika może mieć tutaj ważne znaczenie. Europa jest też ważnym celem. Proszę zwrócić uwagę, że opinię świata nie absorbuje tak bardzo dramat Aleppo, czy fakt bombardowań w Jemenie. Świat jakoś bardzo nad tym nie płacze. Tymczasem, gdy do ataku dochodzi w Europie, to ta informacja błyskawicznie obiega cały świat i budzi zainteresowanie nawet w takich mediach jak japońskie, czy indonezyjskie. Widać więc, że element propagandowy jest tu bardzo istotny. To już nie chodzi nawet o kwestie religijne, ale symboliczne. W Nicei zaatakowano w „Dzień Bastylii”, czyli w święto narodowe. Uderzono w symbolikę.
Rozmawiał Wojciech Biedroń
źródło: wpolityce.pl
fot: youtube
















