Prof. Cenckiewicz przypomina, jak Lech Wałęsa zacierał swoją agenturalną przeszłość

fot: youtube
– Później rozpoczyna się nieprawdopodobna akcja, która trwa kilka lat, lata 1992-1995 to jest zorganizowany przez Wałęsę i jego otoczenie polityczne, służby specjalne, prokuraturę – do pewnego stopnia – zorganizowana akcja kradzieży dokumentów, świadczących o tym, że Wałęsa był agentem służby bezpieczeństwa. Obiektem tych zabiegów są przede wszystkim archiwa UOP i MSW w Warszawie i archiwum delegatury UOP w Gdańsku. To jest proces, który przebiegał sprawnie. W ponad 90 proc. te dokumenty zostały zarekwirowane. Najpierw kopie, później oryginały, brutalnie powyrywane z teczek, bezpowrotnie zginęły – mówił na antenie Telewizji Republika prof. Sławomir Cenckiewicz.

Prof. Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego i członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, został wczoraj uhonorowany nagrodą im. św. Grzegorza Wielkiego przez miesięcznik „Nowe Państwo”.

Sama dokumentacja, znaleziona rok temu u Kiszczaka, rozszerza nasz stan wiedzy na temat zakresu współpracy, ale samego faktu współpracy

Wczoraj – na antenie Telewizji Republika – prof. Sławomir Cenckiewicz, komentował agenturalną przeszłość Lecha Wałęsy. Dzisiaj szef pionu śledczego IPN potwierdził, że z opinii biegłych wynika, iż zobowiązanie do współpracy z SB, pokwitowania odbioru pieniędzy i doniesienia podpisał Lech Wałęsa, TW „Bolek”. – Nie uważam tej sytuacji, z ujawnieniem opinii grafologicznej na temat rękopisów Lecha Wałęsy, za ostateczne potwierdzenie współpracy Lecha Wałęsy z SB – ocenił prof. Cenckiewicz.

Gość Telewizji Republika przyznał, że „w przestrzeni publicznej, dla osób nieznających się na sprawie, ta kwestia opinii grafologicznej, może uchodzić za najważniejszą, w ogóle, w badaniu sprawy agenturalnej przeszłości Wałęsy”. – Ale z punktu widzenia historycznego, najważniejsza jest analiza  dokumentów, całego kontekstu historycznego, analiza wewnętrzna i zewnętrzna tych materiałów, która pozwala stwierdzić czy ktoś współpracował z SB, czy przekazywał informacje, czy kontekst informacji, które dana osoba, współpracująca z SB, dotyczyła osób z kręgu środowiska, w którym on się obraca – wyjaśnił historyk.

– Wracając do sprawy Wałęsy, ta sprawa została już wiele lat temu rozstrzygnięta, na podstawie nawet o wiele bardziej wątłego materiału źródłowego niż teczka personalna i teczka pracy agenta „Bolka”, która rok temu została znaleziona w mieszkaniu Kiszczaka. Oczywiście, sama dokumentacja, znaleziona rok temu u Kiszczaka, rozszerza nasz stan wiedzy na temat zakresu współpracy, ale samego faktu współpracy – jako takiej – ona nie rozstrzygała, a jedynie potwierdzała – mówił gość Telewizji Republika.

Po raz pierwszy ta sprawa pojawiła się w kampanii prezydenckiej, w roku 1990

Prof. Sławomir Cenckiewicz wskazał, że „jest kilka etapów, które można by wskazać jako etapy dochodzenia do prawdy o Lechu Wałęsie”. – Po raz pierwszy ta sprawa pojawiła się w kampanii prezydenckiej, w roku 1990. Wówczas to otoczenia Tadeusza Mazowieckiego, sztabowcy z jego kampanii wyborczej, a wśród nich był – w jakimś sensie – szef UOP, ministrowie Kozłowski i Milczanowski, uznali, że sprawa Wałęsy jest na tyle poważna, że w sytuacji, kiedy Wałęsa spotka się z Mazowieckim w drugiej turze, w tej decydującej bitwie o prezydenturę, tę sprawę należałoby upublicznić. Wiemy, że stało się zupełnie inaczej i Stanisław Tymiński znalazł się w drugiej turze i wówczas należało wszystko zrobić, żeby go – w jakimś sensie – powstrzymać i wyeliminować z gry.
Pierwotny plan był taki, że to on miał użyć tych materiałów, w przededniu drugiej tury wyborów, w których mieli spotkać się Wałęsa i Mazowiecki – mówił historyk. Podkreślił, że świadczy o tym, poza różnymi relacjami, dokumentami, które na ten temat są, zamówiona w 1990 roku przez MSW, analiza grafologiczna dokumentów, którymi wówczas resort dysponował, czyli kserokopia donosu agenturalnego Wałęsy z  1971 roku i jedno pokwitowanie odbioru pieniędzy. Nawet na podstawie ksero, Centrum Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji, uznało, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, do pisma Lecha Wałęsy z początku lat 80., ale uchylono się jednoznacznie od oceny, ze względu na kserokopię materiału – wyjaśnił.

Wałęsa oferował coś takiego, jak przetrwanie rządu, ale za cenę usunięcia jego nazwiska

Historyk przypomniał również rok 1992 i „noc teczkową”. – Sytuacja, w której Wałęsa jest na liście agentów, powoduje, że rząd Jana Olszewskiego przestaje istnieć. Gdyby premier Olszewski i minister Macierewicz zrezygnowali z umieszczenia Wałęsy na tej liście, różnie mogło być. Wałęsa oferował coś takiego, jak przetrwanie rządu, ale za cenę usunięcia jego nazwiska – przypomniał gość Telewizji Republika.

W ponad 90 proc. te dokumenty zostały zarekwirowane. Najpierw kopie, później oryginały, brutalnie powyrywane z teczek, bezpowrotnie zginęły

– Później rozpoczyna się nieprawdopodobna akcja, która trwa kilka lat, lata 1992-1995 to jest zorganizowany przez Wałęsę i jego otoczenie polityczne, służby specjalne, prokuraturę – do pewnego stopnia – zorganizowana akcja kradzieży dokumentów, świadczących o tym, że Wałęsa był agentem Służby Bezpieczeństwa. Obiektem tych zabiegów są przede wszystkim archiwa UOP i MSW w Warszawie i archiwum delegatury UOP w Gdańsku. To jest proces, który przebiegał sprawnie. W ponad 90 proc. te dokumenty zostały zarekwirowane. Najpierw kopie, później oryginały, brutalnie powyrywane z teczek, bezpowrotnie zginęły – wyjaśniał prof. Cenckiewicz.

Gość Telewizji Republika przypomniał, że „1993 rok to jest kolejna akcja, to jest wejście do mieszkania majora Jerzego Frączkowskiego, funkcjonariusza SB w Gdańsku, który przetrzymywał w mieszkaniu 2,5 tys. stron dokumentów, zmikrofilmowanych, na kilku mikrofiszach, wśród nich ponad tysiąc stron dotyczących Wałęsy”. – W marcu 1993 UOP, pod hasłem, że Frączkowski ma w mieszkaniu materiały rozszczepialne, rekwiruje mikrofisze, które jadą następnego dnia do Warszawy i giną bezpowrotnie, nie ma ich – dodał.

Prof. Sławomir Cenckiewicz wyliczał, że „później – w wielkim skrócie – można powiedzieć, ze był to 2000 rok, czyli moment, w którym Wałęsa kandyduje na prezydenta kraju, o czym się mało pamięta, tylko z jednego powodu – jak już wyczyścił całość materiałów, w okresie swojej kandydatury, to wykorzystał okazję, żeby w 2000 roku, kiedy już obowiązywała ustawa lustracyjna, skorzystać z okazji, nawet za cenę ośmieszenia, bo uzyskał 1 czy 2 proc. poparcia, zlustrować się, żeby mieć kwit, że jest czysty, że nie był agentem i tak się stało w sierpniu 2000 roku”.

– I teraz, w perspektywie tego, o czym mówię, kiedy my w 2008 roku piszemy w IPN książkę o Lechu Wałęsie, jako o agencie SB, to wywołuje szok, bo dokumenty, które mamy, dotyczą z jednej strony jego współpracy agenturalnej, a z drugiej strony tej zorganizowanej grabieży dokumentów, kompromitujących Wałęsę, w okresie jego prezydentury – mówił prof. Cenckiewicz.

Nie tylko prezydenturę Lecha Wałęsy da się tłumaczyć przez jego związki z SB, ale cały okres publicznej działalności Lecha Wałęsy po 1978 roku

Historyk podkreślił, że – w jego przekonaniu – „nie tylko prezydenturę Lecha Wałęsy da się tłumaczyć przez jego związki z SB, ale cały okres publicznej działalności Lecha Wałęsy po 1978 roku, a przede wszystkim okres >>Solidarności<<, pobyt w Arłamowie, to wszystko jest owiane nicią agenturalną, związaną z jego bardzo silnym kompleksem, spowodowanym współpracą agenturalną”

źródło: Telewizja Republika

ZOSTAW ODPOWIEDŹ