Prof. Krystyna Pawłowicz o wyroku sędziego Tulei: „Kpina ze sprawiedliwości! Nigdy nie powinien zostać sędzią”

fot: youtube

Państwo było „teoretyczne” dla większości obywateli, natomiast dla grup rządzących, także w wymiarze finansowym, państwo to było wyjątkowo przychylne. Władza przymykała oczy na oszustwa różnych grup mafijnych. (…) Sędzia Igor Tuleya jest przedstawicielem części środowiska prawniczego, które staje w opozycji do obecnego rządu. Przekraczają oni wszelkie standardy. Dla walki z władzą Prawa i Sprawiedliwości nie ma dla nich żadnych granic etycznych i moralnych.

– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz.

wPolityce.pl: Nie ma dnia, by służby i prokuratorzy nie ujawniali kolejnych odsłon afer, związanych z latami rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Wielu nazwało Polskę pod rządami koalicji POPSL „państwem teoretycznym”. A może było tak, że to państwo było dobrze zorganizowane, ale wobec oszustów i aferzystów?

Krystyna Pawłowicz: Państwo istniało teoretycznie tylko dla zwykłych obywateli. Dla rządzących i elit było wyjątkowo przychylne. Wykazał to audyt przygotowany przez premier Beatę Szydło. Przedstawiciele kolejnych resortów przedstawiali nadużycia i nieprawidłowości. Dziś słyszymy o wielkiej aferze VAT i jej olbrzymim wpływie na gospodarkę. Różne środowiska nie odprowadzały należności do kasy państwa, a władza przymykała oczy na oszustwa vatowskie różnych grup mafijnych. Państwo było więc „teoretyczne” dla większości obywateli, natomiast dla grup rządzących, także w wymiarze finansowym, państwo to było wyjątkowo przychylne.

Czy to jest tak, że poprzednia ekipa władzy, cały aparat państwowy i wymiar sprawiedliwości były głuche i ślepe na fakt, że nasz majątek był drenowany przez różne, uprzywilejowane i kastowe grupy interesów. Dla poprzedniej władzy te patologie były niewidzialne?

Doskonałym przykładem tej podejrzanej ślepoty były zeznania świadków – przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Prokuratorzy i urzędnicy potwierdzili nieprawidłowości i zaniechania, jakich wobec poczucia sprawiedliwości i elementarnych zasad prawa dopuścili się w sprawie Marcina P. i jego piramidy finansowej. Można wyciągnąć wniosek, z którego wynika, że sprawą Amber Gold zajmowali się ludzie, którzy kompletnie się do tego nie nadawali, nie potrafili łączyć faktów, które przeciętny człowiek może skojarzyć. Może było też tak, że ci ludzie nie chcieli tego widzieć. Mówię tu szczególnie o prokuratorach i sędziach. To tylko potwierdza słuszność reform wymiaru sprawiedliwości, które przeprowadza teraz rząd. Mieliśmy do czynienia ze zgnilizną, upadkiem tych prawniczych środowisk. Podobnie ma się sprawa z reprywatyzacją. Niektórzy przedstawiciele środowisk prokuratorskich, sędziowskich i co ważne adwokackich, uczestniczyli w tej bulwersującej sprawie. Trzeba to dogłębnie zbadać i wyjaśnić. Szczególnie w kontekście skandalicznych i skrajnie nieodpowiedzialnych orzeczeń sądów.

Wczoraj sędzia Igor Tuleya wydając orzeczenie o przyznaniu gangsterowi Boguckiemu gigantycznego odszkodowania za rzekomo złe warunki panujące w areszcie śledczym, podpierał się konstytucją i przeplatał w swoim uzasadnieniu wątki prawne z politycznymi. Czy dzisiaj na sztandarach walki o konstytucję znajduje się gangster i morderca?

Sędzia Tuleya wyszedł poza swoją rolę. Pomyliły mu się trybunały. Nie jest on sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale sędzią sądu powszechnego. Tylko sędzia TK  może wydawać decyzje o skutku prawnym, dotyczącym konstytucji. Sędzia nie miał prawa wypowiadać się w ten sposób. Sędzia Igor Tuleya jest przedstawicielem części środowiska prawniczego, które staje w opozycji do obecnego rządu. Przekraczają oni wszelkie standardy. Dla walki z władzą Prawa i Sprawiedliwości nie ma dla nich żadnych granic etycznych i moralnych. Dla zwykłego Polaka jest oczywisty fakt, że więzienie jest więzieniem i gangster musi się z tym liczyć. Przyznawanie gigantycznego odszkodowania bandycie to gra ze społecznym poczuciem sprawiedliwości. To kpina ze sprawiedliwości. Nie wiem, czy pan sędzia Tuleya ma poczucie rzeczywistości. To orzeczenie budzi też powszechne oburzenie samych prawników. Sędzia Tuleya chciał zagrać na nosie wymiarowi sprawiedliwości i jednocześnie skrytykować władzę. Zachował się nieodpowiedzialnie i liczył jednocześnie na medialny rozgłos. Sędzia Tuleya powinien stanąć przed komisją dyscyplinarną. Nigdy nie powinien być sędzią. Rzuca też na obecne władze najcięższe oskarżenia. Jak mamy z szacunkiem traktować sędziów, patrząc na wczorajsze, teatralne pozy sędziego Tulei przed kamerami telewizyjnymi? To wynika z nieprawdopodobnego parcia na szkło pana sędziego. Tymczasem w środowisku sędziowskim znajduje się olbrzymia grupa profesjonalnych, uczciwych i odpowiedzialnych sędziów. Tymczasem w trudnych, ale ważnych społecznie sprawach występują ci sami, „medialni” sędziowie. To ich wybryki rzutują na negatywne postrzeganie przez społeczeństwo całego wymiaru sprawiedliwości. Zachowanie nieodpowiedzialnych sędziów wynika z ich całkowitej bezkarności.

Sami o sobie mówią, jako o specjalnej kaście.

Brakuje społecznej kontroli nad sędziami. Część z nich czuje się więc bardzo pewnie. Poczucie kastowości bardzo głęboko tkwi w niektórych przedstawicielach środowiska sędziowskiego. W Polsce wciąż nie jest realizowany art. 182 konstytucji, który mówi o udziale obywateli w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Druga kwestia to przekonanie części środowiska sędziowskiego, że stanowią władzę równą wszystkim innym. Są jednak władzą odrębną o czym stanowi art. 10 konstytucji. Jest jednak art. 4 konstytucji, czyli nadrzędny nad artykułem 10, który mówi wprost o  tym, że władza zwierzchnia Rzeczypospolitej Polskiej należy do narodu, a naród sprawuje tę władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Sądownictwo nie może więc sobie rościć prawa do bycia równym wobec innych władz. Równowaga, o której mówi konstytucja, nie może oznaczać równości władz. Władza należy tylko do narodu. W Polsce mamy więc deficyt demokracji, szczególnie w wymiarze sprawiedliwości. Spójrzmy na nieprzejrzyste procedury wyłaniania kandydatów na sędziów, na  brak społecznej kontroli działań sędziów. Tymczasem każda próba skorzystania przez parlament, czyli przez cały naród, ze swych konstytucyjnych praw kończy się atakiem. Natychmiast pojawia się też narracja o rzekomej niezależności i niezawisłości sędziowskiej.

 

A nie ma pani wrażenia, że część środowiska sędziowskiego nie uznaje demokratycznego wyboru, którego dokonali Polacy w 2015 roku? Spora grupa sędziów neguje i to publicznie, zwierzchność narodu nad sądownictwem i innymi dziedzinami życia społecznego, ekonomicznego i politycznego.

To najbardziej niebezpieczne. Sędziowie bronią dawnego układu. To środowisko nigdy nie zostało zlustrowane. Nie oczyściło się, jak mówił sędzia Strzembosz, który widział po 1989 roku potrzebę lustracji środowisk, a dzisiaj zmienia stanowisko i mimo ogromnego problemu nadużyć i korupcji w tym środowisku, staje przeciwko obecnemu rządowi. Jako członek Krajowej Rady Sądownictwa próbowałam kiedyś zapytać o wyrok sędziego Łączewskiego, który skazał Mariusza Kamińskiego na karę bezwzględnego więzienia. Pytałam gdzie są granice niezawisłości sędziowskiej. Otóż nikt nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć. W przekonaniu sporej części środowiska sędziowskiego, takich granic nie ma. Ta koncepcja jest głęboko zakorzeniona w mentalności PRL. Część sędziów doskonale sobie radziła w tym dawnym systemie, a potem przenieśli wiele negatywnych zjawisk do nowej rzeczywistości. Ich nie obowiązują zasady demokratycznego państwa prawa, tworzą odrębną (na pewno nie nadzwyczajną) kastę ludzi. Łamie się więc reguły demokratyczne, w tym tę najważniejszą, z której wynika nadrzędna rola obywateli, którzy przez swoich przedstawicieli w parlamencie sprawują władzę. Artykuł 182 konstytucji nakazuje wręcz określić udział obywateli w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ