Prof. Cenckiewicz o Wałęsie: Wielki megaloman, który uwierzył, że dźwiga na swoich barkach losy nie tylko Polski, ale i całego świata

Sławomir c.jpg
fot: youtube
– I wtedy myślę sobie o takim tekście Lecha Bądkowskiego z 1981 roku o Wałęsie, jako o „defekcie historii”. Defekcie dlatego, że to, co go spotkało, ta odpowiedzialność, ale i ta sława, jest nie do zniesienia dla kogokolwiek, a zwłaszcza dla ludzi o tak niskim poziomie inteligencji, tak uwikłaną przeszłością, ale też genezą rodzinną, obciążeniami, które taka osobowość musi ciągnąć w kolejne etapy życia, Wałęsa nie był w stanie sobie poradzić z tym, co na niego spadło. On rzeczywiście jest dowodem na te słowa Bądkowskiego. Jest wielkim megalomanem, który naprawdę już na jakimś etapie uwierzył, że dźwiga na swoich barkach nie tylko losy Polski, ale i całego świata wstecz i w przyszłość – mówił na antenie Telewizji Republika prof. Sławomir Cenckiewicz.

Gościem Lidii Lemaniak w programie „Wolne Głosy” był historyk, prof. Sławomir Cenckiewicz, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego oraz autor książek dotyczących m. in. agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy.

Jestem zaskoczony jednoznacznością opinii, że jest to opinia, która doprowadziła kwestię agentury Wałęsy do ściany, już nikt nie będzie mógł powiedzieć, że akta są fałszywe

W połowie listopada 2016, w rozmowie z portalem internetowym Telewizji Republika prof. Cenckiewicz, powiedział, cytując słowa swojego ex kolegi – że „w Polsce nie ma takiej instytucji państwowej, która uznałaby, że Lech Wałęsa był agentem SB”. Tydzień temu IPN potwierdził, że Lech Wałęsa to tajny współpracownik SB o pseudonimie „Bolek”.

– Jako wieloletni badacz historii Lecha Wałęsy, ale przy okazji badacz tzw. sprawy Lecha Wałęsy, czyli tego, co Państwo Polskie robiło po roku 1989 z tą sprawą robiło i wiemy, że na różnych etapach, ta sprawa była zamiatana pod dywan. Odpowiadałem pani na to pytanie w listopadzie ubiegłego roku, ponieważ nie wierzyłem, że opinia grafologiczna może być tak jednoznaczna. Uważałem, że ona będzie taką opinią, z której każda strona sporu o Wałęsę może być do pewnego stopnia zadowolona albo niezadowolona, zależy od poziomu wrażliwości i optymizmu. Odpowiadając wprost – jestem zaskoczony jednoznacznością opinii, że jest to opinia, która doprowadziła kwestię agentury Wałęsy do ściany, już nikt nie będzie mógł powiedzieć, że akta są fałszywe – powiedział gość „Wolnych Głosów”.

Prof. Cenckiewicz podkreślił, że Instytut Sehna jest „najbardziej prestiżową w Polsce instytucją tego typu, niekwestionowaną przez np. sądy czy policję, ale i poważaną na świecie”. – Nikt poważny, przy zdrowych zmysłach, tej opinii kwestionować nie może i nie będzie – dodał.

W dalszym ciągu zachowuję pewien dystans i pesymizm

W tej samej rozmowie, w listopadzie ubiegłego roku, historyk powiedział, że „trudno mu uwierzyć w to, że jakaś instytucja państwowa uzna wprost, że Lech Wałęsa był agentem SB, bo uznanie tego już fakty, niosłoby za sobą daleko idące konsekwencje”.

– To jest bardzo ciekawa sytuacja, w której znalazła się Prokuratura IPN i sam Lech Wałęsa. W świetle tej analizy, opinii grafologicznej, oczywiście, po wyczerpaniu wszystkich kolejnych procedur, pełnomocnicy Lecha Wałęsy zapowiadają apelację, ale co by się nie stało ta opinia niewątpliwie zostanie potwierdzona, to pojawi się problem postawienia zarzutów Lechowi Wałęsie składania fałszywych zeznań – powiedział gość Telewizji Republika. – Sam fakt odczytania tych zeznań przez prokuratora Pozorskiego, dyrektora Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, zastępcy prokuratora generalnego, co nadało całej sprawie nieprawdopodobnej rangi, odczytanie tych zeznań i zestawienie ich z opinią grafologiczną, było ciosem w samo serce tego strukturalnego kłamstwa, w którym żyliśmy już prawie 30 lat, a fundamentem, jeśli chodzi o kłamstwo publiczne III RP, jest kłamstwo o przeszłości Lecha Wałęsy – mówił. – Jak wracamy do tej naszej rozmowy, za tym moim pesymizmem stało i stoi doświadczenie. Przecież wszyscy wiedzą, że Lech Wałęsa przywłaszczył sobie różne materiały w latach 1992-1995, były nawet prowadzone śledztwa w tej sprawie, ale w ramach tych śledztw Lech Wałęsa nie został nigdy przesłuchany, nie mówiąc już o wejściu do mieszkania i przeszukaniu go. To, że on je posiada, to bardzo prawdopodobna teza, bo często zamieszcza na swoich stronach internetowych dokumenty, których po prostu nie powinien mieć. Dokumentów tych nie ma w archiwach UOP czy IPN. To są pytania, które powinny pojawić się właśnie po tej opinii grafologicznej. W dalszym ciągu zachowuję pewien dystans i pesymizm – stwierdził prof. Cenckiewicz.

Formalnie nie było to na początku internowanie, a „gość władz PRL”, z którym one rozmawiały

Na stronie Wikipedii, którą – niestety – wiele osób traktuje jako podstawowe źródło informacji można przeczytać, że „decyzję o internowaniu Wałęsy datowano na dzień 26 stycznia 1982 roku”. Prof. Cenckiewicz w swojej książce „Wałęsa. Człowiek z teczki” pisze wprost, że „Wałęsa nie był internowany”.

– Chcąc być precyzyjnym, trzeba powiedzieć, że między końcówką grudnia 1981 a styczniem 1982, Wałęsa miał status „gościa rządu PRL”. Dopiero później, w końcu stycznia, tak jak pani to powiedziała, tę decyzję zmieniono na decyzję o formalnym internowaniu, przy czym wszyscy wiemy, jak to internowanie wyglądało, to była przemyślana decyzja o tym, że Wałęsę należy odizolować od doradców, od bliskich, oczywiście te najbliższe osoby jak żona czy Mieczysław Wachowski, u Wałęsy się pojawiały, natomiast idea zamknięcia go w „złotej klatce” miała spowodować pewną podstawę do tego, żeby Wałęsa mógł być w sposób psychologiczny bardziej „obrabiany” przez swoich rozmówców z wojska, SB czy władz PRL, a z czasem odizolowanie go całkowite z rozmów z władzami, co powodowało zmiany psychologiczne u Wałęsy. On miotał się od ściany do ściany, miał nastroje od euforycznych po depresyjne i to wszystko jest zapisane w dokumentacji – wyjaśnił historyk. – Formalnie nie było to na początku internowanie, a „gość władz PRL”, z którym one rozmawiały. Suma summarum, trzeba powiedzieć, że izolowany był, bo  on w wyniku nacisku, presji, został wyprowadzony ze swojego mieszkania na gdańskiej Zaspie, dobrowolnie nie wyjechał np. do Otwocka, tylko pod eskortą został oderwany od rodziny i przewieziony pod Warszawę – dodał gość „Wolnych Głosów”.

Notatki, które zostały z tamtego okresu, są często zabawne, można byłoby nakręcić z tego komedię. Wałęsa ogłosił np. strajk głodowy, bo coś mu się nie podoba i ci funkcjonariusze BOR i SB piszą później w notatkach, że Wałęsa po nocach zajada całe tabliczki czekolady

Mówiąc o tym,  jak traktowano Wałęsę w Chylicach, Otwocku i Arłamowie i czy miał jakieś nadzwyczajne przywileje, prof. Sławomir Cenckiewicz przyznał, że „Wałęsa chyba zdawał sobie sprawę z tego, że jest traktowany w szczególny sposób”. – To było oczywiste, że Wałęsa nie będzie jednym z tych, którzy byli przetrzymywani w jakichś zbiorowych salach. On był izolowany na prawach króla i to mu odpowiadało. To dyskusja seminaryjna, jaki jest profil psychologiczno-charakterologiczny Wałęsy. Było to dla niego oczywiste,  że będzie traktowany w inny sposób niż jego koledzy z „Solidarności”, a z punktu widzenia władz chodziło o to, żeby podkreślić tę jego szczególną rolę, bo wiedziano, że będzie mu to odpowiadać. Faktycznie, stworzono mu złotą klatkę, niczego ani w Otwocku, ani w Arłamowie mu nie brakowało. Miał zgodę na spacery, nieograniczoną możliwość konsumowania różnych dóbr, dostęp do alkoholu, papierosów. Ten wizerunek Wałęsy z roku 1982 kiedy np. wychodzi z Arłamowa, to jest to człowiek, który kilkanaście albo kilkadziesiąt kilo przybrał na wadze, ale to z pewnością jest też element tych huśtawek nastrojów, w które on popadał. (…) Notatki, które zostały z tamtego okresu, są często zabawne, można byłoby nakręcić z tego komedię. Wałęsa ogłosił np. strajk głodowy, bo coś mu się nie podoba i ci funkcjonariusze BOR i SB piszą później w notatkach, że Wałęsa po nocach zajada całe tabliczki czekolady, a kiedy mu to mówią, trochę w żartach rano, to Wałęsa mówi, że „na korzyść władz czy waszą nie będzie się szczególnie wykańczał” – wspominał historyk.

To pokazuje tylko to, że Wałęsa był w warunkach komfortowych izolowany, co było pewnym elementem dobicia go czy przygnębienia

Prof. Cenckiewicz, zarówno w swojej książce „Wałęsa. Człowiek z teczki”, jak i na swoim Twitterze wyliczył, że w czasie „internowania” na konto Wałęsy przypisano 2 butelki spirytusu, 289 butelek wódki, 156 butelek wina, 59 butelek koniaku i winiaku, 238 butelek szampana oraz 1115 butelek piwa.

– To statystyka pokazująca ile na konto Wałęsy zostało wydanych dóbr, bo tak się mówiło w tamtych czasach na papierosy, alkohol, słodycze – uściślił. – Wałęsa od wiosny 1982 roku przyjmował regularnie różnych gości, nie tylko przedstawicieli władz, ale też żonę, dzieci, Wachowskiego, ks. Jankowskiego. Ta lista osób, która odwiedzała Wałęsę, była stosunkowo długa. Pewnie podczas tych spotkań spożywano ten alkohol – wyjaśnił prof. Cenckiewicz. – Ta lista nie jest zresztą nowa, opublikował ją w 2001 czy 2002 roku Grzegorz Majchrzak, w tomie poświęconym stanowi wojennemu, ale w tamtym czasie nie był on zauważony, specjalnie, nie chciano go eksponować, ale później zaczął robić on furorę. To pokazuje tylko to, że Wałęsa był w warunkach komfortowych izolowany, co było pewnym elementem dobicia go czy przygnębienia. Wałęsa był o wiele bardziej skłonny do wynurzeń na swój temat, dziwnych przemówień, które komuniści chętnie nagrywali – wskazał.

Jest wielkim megalomanem, który naprawdę już na jakimś etapie uwierzył, że dźwiga na swoich barkach nie tylko losy Polski, ale i całego świata wstecz i w przyszłość

Odpowiadając na pytanie o to, co czuje, kiedy słyszy z ust Lecha Wałęsy, że „zainspirował Donadla Trumpa do zostania prezydentem Stanów Zjednoczonych albo, że po jego „rewolucji” Europa zniosła granice i wprowadziła wspólną walutę”, prof. Sławomir Cenckiewicz powiedział, że „czasem patrzy na to z wielkim dystansem i czasami jest to po prostu bardzo zabawne”. – Ale jak przypominam sobie, że jestem jego biografem, naukowcem, to zadaję sobie pytanie, jak to jest możliwe, że ktoś taki został twarzą polskiego, największego doświadczenia XX wieku – walki z komunizmem – dodał. – I wtedy myślę sobie o takim tekście Lecha Bądkowskiego z 1981 roku o Wałęsie, jako o „defekcie historii”. Defekcie dlatego, że to, co go spotkało, ta odpowiedzialność, ale i ta sława, jest nie do zniesienia dla kogokolwiek, a zwłaszcza dla ludzi o tak niskim poziomie inteligencji, tak uwikłaną przeszłością, ale też genezą rodzinną, obciążeniami, które taka osobowość musi ciągnąć w kolejne etapy życia, Wałęsa nie był w stanie sobie poradzić z tym, co na niego spadło. On rzeczywiście jest dowodem na te słowa Bądkowskiego. Jest wielkim megalomanem, który naprawdę już na jakimś etapie uwierzył, że dźwiga na swoich barkach nie tylko losy Polski, ale i całego świata wstecz i w przyszłość – wskazał.

On już sam – jak to mówi młodzież – się „zaorał” swoim zachowaniem, zwłaszcza w ostatnich kilkunastu latach

Odpowiadając na pytanie o to, czy zdaniem prof. Cenckiewicza Lech Wałęsa przyzna się kiedyś w końcu oficjalnie do swojej agenturalnej przeszłości, przypomniał, że pisał kiedyś że „póki człowiek żyje, ma szansę”. – Teraz, szczerze powiem – ucieknę od odpowiedzi na pani pytanie –  jest to dla mnie kompletnie bez znaczenia. Moment, w którym on mógł to zrobić, przespał. Dzisiaj, po tym wszystkim co wiemy, jest to kompletnie bez znaczenia. W jakimś sensie, z jego punktu widzenia, to by go jeszcze bardziej pogrążyło. Dla mnie dzisiaj nie ma to już większego znaczenia, nie czekam na to. On już sam – jak to mówi młodzież – się „zaorał” swoim zachowaniem, zwłaszcza w ostatnich kilkunastu latach – przyznał.

źródło: Telewizja Republika

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ