Janusz Rewiński o liderach opozycji w niemieckiej ambasadzie: To będzie się za nimi ciągnęło. “To były nie myśliwce, a psy myśliwskie”

rewinski.jpg
fot: youtube

Na drodze między Pałacem Prezydenckim a Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, oprócz Bristolu są też inne miejsca. Mogli się spotkać gdzie chcieli

— mówi Janusz „Siara” Rewiński w rozmowie z wPolityce.pl, komentując wczorajszą wizytę liderów opozycji w ambasadzie niemieckiej.

Jak Pan ocenia wizytę Angeli Merkel w Warszawie?

Nie byłem zaproszony ani do Bristolu, ani do Pałacu Prezydenckiego, ani do ambasady niemieckiej. To co ja mogę powiedzieć? Widziałem u was relację prof. Legutko. Widziałem, że doszło do eleganckiego spotkania z najważniejszymi politykami naszej władzy.

Przez ostatni rok mówiło się, że Polska jest na marginesie europejskiej polityki. Coś się w tej kwestii zmieniło?

Wiele rzeczy się zmieniło. Chociażby za oceanem. Rzeczy tak nieoczekiwane, że świat zwariował. W Ameryce dzieją się rzeczy, które nie mieściły nam się w głowie. Politycy partii, która przestała już rządzić nie respektują nowej władzy i próbują coś odsuwać, obsuwać. Sędziowie też mają swoje zdanie. Do Słowian docierają zupełnie nowe informacje. Fala, która nazywała się „Russia Today”, która zainfekowała cały świat, jednak działa. Są hakerzy, którzy są zdolni zaatakować na różne sposoby i wojna hybrydowa to nie są żarty i być może dzieje się już od 10 lat, tyle, że może była trudna do dostrzeżenia. Teraz jak muchy padają różni dowódcy batalionów na wschodzie Ukrainie.

Polska jest jakoś specjalnie zagrożona tym wirusem?

Polska zawsze była najbardziej zagrożona. Jeżeli ktoś czytał książkę Floriana Czarnyszewicza „Nadberezyńcy” to tam wyjaśnia się gdzie miała być Polska, gdzie zatrzymały się nadzieje, gdzie był Bobrujsk, a gdzie jest teraz, że w krótkich abcugach pojawia się tam Białoruś. To ten sam schemat co dziś na Ukrainie, gdzie nagle pojawiły się zielone ludziki. Do ludzkiej świadomości dociera, że Rosja działa z wyprzedzeniem na sto lat, a nie na siedem. Na starość różnym ludziom otwierają się klapki na oczach. Wszystko układa się w jedną, zupełnie logiczną układankę. 2017 to sto lat po 1917. Wczoraj niemieckie myśliwce chociażby przechwyciły rosyjski samolot transportowy.

Wczoraj też politycy opozycji, Władysław Kosiniak-Kamysz i Grzegorz Schetyna odwiedzili niemiecką ambasadę…

To były akurat nie myśliwce, a psy myśliwskie, „Sokół” i „Kusy”. Niech Pasikowski nakręci kolejny film – Psy 3. Może ta propozycja wyszła ze strony niemieckiej, tego nie wiem, ale w demokratycznym kraju mogli się spotkać gdziekolwiek. Na drodze między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, oprócz Bristolu są też inne, neutralne miejsca. Mogli się spotkać gdzie chcieli. Akurat tak chcieli, na to się zgodzili. Na pewno będzie się to za nimi ciągnęło.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Brawo Rewiński.Poszli do niemieckiej ambasady po instrukcje.Jestem pewien,że już wiedzą,co mają jeszcze w Polsce spieprzyć.Ale świat się rzeczywiście zmienia.Nie tak znów dawno po podobne instrukcje jeżdżono do Moskwy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ