Prof. Szeremietiew o rozmieszczeniu rakiet przez Rosję: „Jest to kolejny krok w polityce zaostrzania relacji z Zachodem

szeremieriew2.jpg
fot: youtube

Niebezpieczeństwo polega na tym, że ta sytuacja wzmaga napięcie, które wystąpiło od czasu, kiedy prezydent Putin postanowił odbudować rosyjską strefę wpływów w Europie Środkowej. Jak widać Rosja wszelkimi środkami, niestety także militarnymi, dąży do tego. Naturalne jest, że tego typu działania muszą spotkać się z oporem ze strony państw, które znalazły się w strefie jej zainteresowania

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej.

wPolityce.pl: Rosja naruszając układ o likwidacji pocisków rakietowych średniego i krótkiego zasięgu z 1987 roku rozmieściła nowe rakiety, które mogą przenosić głowice nuklearne. Czym może to skutkować?

Prof. Romuald Szeremietiew: W zasadzie wszystkie rakiety rosyjskie mają zdolność do przenoszenia głowic nuklearnych. Jest tylko zawsze kwestia zasięgu tych rakiet i wielkości głowicy, którą może ona przenosić. Nie rozważałbym jednak ich rozmieszczenia przez Rosję w kategoriach operacyjnych, lecz politycznych. Rosja uprawia w ten sposób politykę zagraniczną, ale nie chce prowadzić żadnej wojny. Najlepszy dowód w przypadku Ukrainy. Co za problem byłby dla Rosji, biorąc pod uwagę jej siły, żeby uderzyć militarnie na Ukrainę i ją zająć. Nie robi tego.

Nie ma więc niebezpieczeństwa ewentualnego konfliktu zbrojnego?

Niebezpieczeństwo polega na tym, że ta sytuacja wzmaga napięcie, które wystąpiło od czasu, kiedy prezydent Putin postanowił odbudować rosyjską strefę wpływów w Europie Środkowej. Jak widać Rosja wszelkimi środkami, niestety także militarnymi, dąży do tego. Naturalne jest, że tego typu działania muszą spotkać się z oporem ze strony państw, które znalazły się w strefie jej zainteresowania. Zachód, zwłaszcza Stany Zjednoczone są gwarantem ładu międzynarodowego, w którym znalazła się także Polska po 1989 roku. Jeśli ten ład ma być utrzymany, to trzeba przeciwstawić się rosyjskim dążeniom, a z tego konflikt gotowy.

”New York Times” wprost pisze, że rozmieszczenie rosyjskich rakiet może zwiększać zagrożenie militarne dla państw NATO.

To prawda, ale Rosji – jak rozumiem – o to chodzi. Problem polega na tym, że Putin przypomina chłopca bawiącego się zapałkami. Na razie mu się udaje, bo co jakiś czas zapalona przez niego zapałka gaśnie. Ale może zapalić się całe pudełko i wtedy będziemy mieli wojnę. Na tym polega całe niebezpieczeństwo. W tej chwili z powodu pojawienia się w naszym regionie rosyjskich rakiet oczywiście nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia. Jest to jednak kolejny krok Rosji w polityce zaostrzania relacji z Zachodem.

Kilka dni temu rosyjskie Su znalazły się bardzo blisko amerykańskiego niszczyciela na Morzu Czarnym. Przypadek?

To jest stała praktyka. Po pierwsze, Rosja próbuje pokazać, że militarnie jest obecna również z dala od swoich granic, a więc trzeba się z nią liczyć. Chce wymusić na Zachodzie jakieś ustępstwa i sądzi, że uda się jej to osiągnąć właśnie przy pomocy nacisków militarnych czy quasi militarnych. To jest próba pokazania Trumpowi, że jeżeli nie zgodzi się na jakieś złagodzenia w relacjach z Rosją, to czeka go ich zaostrzenie z jej strony. Moim zdaniem to takie błyśnięcie zębami, żeby Trumpa przywołać do porządku. Z drugiej strony nie sądzę, żeby to się akurat w przypadku niego udało.

Trump z jednej strony zadeklarował polepszenie stosunków z Rosją, z drugiej oczekuje zwrotu Krymu Ukrainie.

Trzeba pamiętać, że Donald Trump jest przedsiębiorcą, więc doskonale zdaje sobie sprawę na czym polega sytuacja, w  której można zarobić albo stracić. I niewątpliwie to myślenie w relacjach z Rosją wskazuje, że ustępstwa w jej kierunku będą oznaczały stratę. Nie sądzę, żeby natura biznesmena na to pozwalała.

Ale Rosja powiedziała, że Krymu nie zwróci.

Tym bardziej utrudnia to sytuację ewentualnego odprężenia stosunków. Z historii znamy jednak przykłady, kiedy wydawało się, że nie ma możliwości współdziałania, a potem ona się pokazywała. Sami doświadczyliśmy to na własnej skórze w okresie międzywojennym, kiedy uważaliśmy, że  między Hitlerem a Stalinem nie może dojść do żadnego porozumienia, a doszło. Biorąc pod uwagę to, co wiemy dzisiaj i widzimy wydaje się, że prezydent Putin nie będzie miał na razie łatwo w relacjach z USA.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ