— mówi Matthew Tyrmand w rozmowie z wPolityce.pl.
wPolityce.pl: Doradca ds. bezpieczeństwa państwa prezydenta USA Michael Flynn podał się do dymisji, po ujawnieniu jego rozmowy z rosyjskim ambasadorem. Wielu prawicowych komentatorów w USA uważa, że informację o rozmowie do mediów przekazali urzędnicy administracji prezydenckiej lub służb specjalnych nominowani jeszcze przez Obamę, czyli że sprawa Flynna pokazuje jak silny jest wewnętrzny opór wobec polityki Trumpa. Sama rozmowa bowiem była zgodna z zasadami gry dyplomatycznej. Zgadza się pan z tą oceną?
Matthew Tyrmand: W stu procentach. Mike Flynn nie zrobił nic niewłaściwego. Wyciek informacji o jego spotkaniu z rosyjskim ambasadorem w połączeniu z powstałą wokół tego medialną histerią wymusiły jego dymisję. To było „polityczne zabójstwo” zorkiestrowane przez kręgi służb specjalnych, w szczególności zawodowych pracowników CIA, z których wielu czuje dużą sympatię do Obamy i jest przychylnych porozumieniu z Iranem, które kontestuje Trump. Należy dodać, że gdy Flynn był jeszcze szefem Agencji Wywiadowczej Departamentu Obrony (DIA), która nadzoruje wszystkie służby specjalne, był bardzo krytyczny wobec CIA. Oskarżał agencję o to, że wymknęła się spod kontroli, stała się czymś w rodzaju rządu cieni, podejmującego decyzje o polityce międzynarodowej za zamkniętymi drzwiami i nie ponoszącego za to żadnej odpowiedzialności. Krytykował ich głośno i publicznie, m.in. oskarżył ich o wywołanie chaosu w Syrii, poprzez uzbrajanie rebeliantów wrogich wobec reżimu Asada, co przyczyniło się do powstania Państwa Islamskiego. Flynn, w przeciwieństwie do tego jak przedstawiają go mainstreamowe media w USA, jest realistą. Dla niego największym wrogiem USA i całego Zachodu jest obecnie radykalny islam, a nie Rosja. Tymczasem CIA wciąż znajduje się w stanie zimnej wojny z Rosją, to się nie zmieniło nawet po upadku Związku Sowieckiego. Dla tych zimnowojennych wojowników Rosja wciąż jest wrogiem numer jeden wolnego świata. Jest to wygodna przykrywka, która daje im możliwość swobodnego działania. Lubią mieć w Rosji wroga. Nie oznacza to, że Rosja nie zasłużyła sobie na to, ale CIA nie chodzi o jakieś moralne racje. Oni traktują Rosję instrumentalnie. Z tego samego powodu popierają deal z Iranem. Po pierwsze uważają, że pozwoli to przywrócić równowagę i stabilność na Bliskim Wschodzie stosunkowo niskim kosztem, a po drugie wzmocni to ich pozycję za kulisami. Dlatego też uzbroili rebeliantów w Syrii. A faktem jest, że Flynn szykował się do poważnego ataku na umowę USA z Iranem, zamierzał upublicznić serię dokumentów z nią związanych, które budzą wątpliwości. Zagrażał żywotnym interesom tych kręgów. Zaczęto go więc przedstawiać jako przyjaciela Rosji, tymczasem Flynn w przeszłości wielokrotnie mówił, że Rosja to kleptokracja, a on nie jest żadnym rusofilem tylko pragmatykiem, który chce osiągnąć serię strategicznych celów, a bycie w stanie zimnej albo gorącej wojny z Rosją temu nie służy. Bo dziś światowemu bezpieczeństwu zagraża najbardziej radykalny islam, a nie Rosja. A Kreml może pomóc w zwalczaniu radykalnego islamu.
Jeśli tak, to czy Trump nie popełnił błędu pozbywając się Flynna? W końcu to on skłonił go do dymisji, a nie ulega kwestii, że to dokładnie to, czego potrzebowali jego wrogowie, by móc rozpętać medialną histerię. Zapewne już szukają kolejnych haków…
Zapewne. Ci ludzie wmówili wszystkim, że to Rosja wybrała Trumpa, nie mając na to żadnych przekonujących dowodów. A media z wielką chęcią podchwyciły tę narrację. Trump i jego otoczenie niszczą dotychczasowy układ więc ludzie tworzący ten układ są gotowi zdestabilizować obecną administrację bez względu na koszt. Są nawet gotowi w tym celu wzmocnić establishment GOP (Grand Old Party – potoczna nazwa Partii Republikańskiej -red.), czyli takich ludzi jak senator John McCain, z którym Trump jest w konflikcie. Dlaczego Trump zdymisjonował Flynna? Nie dlatego, że Flynn rozmawiał z rosyjskim ambasadorem, tylko dlatego, że usiłował to ukryć. Okłamał wiceprezydenta Pence’a, mówiąc, że rozmowa nie miała miejsca. Pence następnie powtórzył to kłamstwo w telewizji. To jak Watergate – problemem jest próba ukrycia jakiegoś zdarzenia a nie ono same. Nie ma nic zdrożnego w spotkaniu Flynna z rosyjskim ambasadorem. Bez względu na to czy było to spotkanie oficjalne czy nieoficjalne. Wręcz przeciwnie, Flynn powinien był się spotykać z jak największa liczbą osób przed inauguracją Trumpa by popchnąć różne sprawy do przodu i następnie ciągnąć je dalej. Flynn nie jest głupi, kierował DIA. Uznał z jakiegoś powodu, że lepiej zachować rozmowę z rosyjskim ambasadorem w tajemnicy i wprowadził wiceprezydenta w błąd. Trump uznał, że jego zachowanie osłabiło zaufanie do administracji. Jest coś takiego jak hierarchia i ona musi być przestrzegana. To bardzo delikatna sprawa.
Pytanie, czy gdyby sprawa nie wyciekła do mediów w ogóle doszłoby do dymisji. Co tu jest większym problemem – Flynn czy to, że istnieje nie tylko zewnętrzny, ale także wewnętrzny opór wobec polityki nowego prezydenta?
Trump wiedział przed inauguracją, że przyjdzie mu walczyć z wewnętrznym wrogiem. Był do tego przygotowany. Nie przypomina to pani kraju, którego oboje znamy i kochamy? Polskę. Weźmy choćby mój przypadek: ktoś w MSZ przekazał Gazecie Wyborczej umowę na doradztwo, którą zawarłem z resortem, a GW przekazała ją następnie Henry’emu Foy’owi z Financial Times. To bardzo podobna sytuacja. Szukanie haków. Trump ma pełno wrogów. Choćby dlatego, że chce zredukować rząd. Kto najbardziej nie chce, by rząd został zmniejszony? Sam rząd. Kto może najbardziej zaszkodzić Trumpowi? Ci, którzy znajdują się wewnątrz systemu władzy. Weźmy taką Agencję Ochrony Środowiska (EPA), która reguluje wszystkie kwestie związane z ekologią i która kompletnie urwała się ze sznurka. Za czasów prezydentury Obamy się strasznie rozrosła, dysponuje ogromnym budżetem. Ta agencja wszystko psuje czego się dotyka, niszczy gospodarkę w imię akademickiej filozofii, której słuszność jak dotąd nie została naukowo udowodniona. Trump chce zmniejszyć agencję o 50 proc. Natychmiast. Nominował na nowego szefa EPA byłego prokuratora generalnego Oklahomy, który podawał agencję co najmniej 12 razy do sądu i twierdzi, że ocieplenie klimatu to bzdura. Mówił także wielokrotnie publicznie, że EPA powinna zostać zlikwidowana. To się – jak można się łatwo domyślić – pracownikom tej agencji i związanemu z nimi lobby nie podoba. Już zaczęli krzyczeć, że to koniec demokracji i tyrania. Bo do agencji weszli kontrolerzy, by sprawdzić czym ona się w ostatnich latach zajmowała i na co wydawała publiczne pieniądze. Podobnie zachowywali się przecież dziennikarze zwalniani z TVP. Tymczasem EPA pracuje dla prezydenta, jest bezpośrednio podpięta pod jego gabinet. Gdy on więc tym ludziom nakazuje, by nie rozmawiali z mediami, powinni się zastosować. Ale tego nie robią. Podobnie jest z Departamentem Stanu, jest tam pełno globalistów, związanych z Hillary Clinton i Johnem Kerry’m, którzy uważają, że każdy kto nie ma podobnego wykształcenia jak oni nie powinien mieć praw wyborczych. Takie jest ich pojęcie demokracji.
Niektórzy sugerują, że Obama pozostał w Waszyngtonie, by przejąć w przyszłości przywództwo obozu rozczarowanych prezydentem Trumpem. To możliwe?
Oczywiście. W tej chwili nie pociąga za żadne sznurki, ale to są przecież wszystko jego ludzie. Nie musi im mówić co mają robić. Za kilka miesięcy moim zdaniem stanie się bardziej widoczny. Wyjdzie z cienia. To zawodowy działacz polityczny. Widziałem go w akcji w Chicago w latach 90-tych. Moim zdaniem Obama marzy o tym, by przewodzić opozycji przeciwko Trumpowi. Wielokrotnie podkreślał na odchodnym, że zna się na prawie konstytucyjnym, choć będąc prezydentem przecież łamał konstytucję wielokrotnie. Mogę sobie wyobrazić, jak będzie krzyczał, że Trump łamie prawo i powinno się wszcząć przeciwko niemu procedurę impeachmentu. Będzie to taktyka spalonej ziemi. Jeśli chodzi o Flynna to bardzo go cenię, ale od początku uważałem, że nie posiada on właściwy temperament dla stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa państwa. Wychodziłem jednak z założenia, że przetrwa na tym stanowisku co najmniej rok. Stało się inaczej. Trump ma ogromny problem: internet i inne nowoczesne technologię komunikacji pozwalają na błyskawiczne przekazywanie informacji, ale także szerzenie kłamstw. Demonstracje można zwołać błyskawicznie przez Facebook czy Twitter. Łatwo podkopać demokrację i wywierać na nią presję. Z tym nowemu prezydentowi przyjdzie się zmierzyć.
W kwestii Rosji Trump na razie dokonał dość wyraźnej wolty. Kazał jej oddać Krym. Odpowiedź Kremla była jednoznaczna: o tym nie rozmawiamy, a już na pewno nie z wami. Miał być reset, a zamiast tego mocno zgrzyta na linii Waszyngton-Moskwa…
Od początku mówiłem, że tak będzie. Znam tych ludzi – Flynn, Bannon, Trump. To twardzi gracze, którzy nie pozwolą na to, by Rosja weszła im na głowę i dyktowała im warunki. Oni wierzą w Amerykę, w jej siłę, chcą narzucić wolę Ameryki całemu światu. Bo uważają, że tak być powinno, że tak jest dobrze. Obama wybrał odwrotną strategię niż Trump i kto wypełnił powstałą próżnię: Rosja, Chiny i islamiści. USA jest wciąż główną stabilizującą siłą na świecie. Gdy Ameryka się wycofuje powstaje próżnia, a to jest niebezpieczne. Proszę spojrzeć na Bliski Wschód. To się dzieje, gdy brakuje przywództwa. Wierzę, że administracja Trumpa jest zdolna do przewodzenia światu w sposób konstruktywny. Co stoi na przeszkodzie do tego to właśnie opór wewnętrzny. Ta administracja miała słabszy start niż poprzednie, bo one miały za sobą ogromną maszynę administracyjną. Bez względu na to czy byli to Demokraci czy Republikanie. Oni od zawsze byli częścią establishmentu w Waszyngtonie. Trump wypatroszył Partię Republikańską, pokonał jej polityków w prawyborach. Dlatego go teraz nie popierają. To dobrze dla Ameryki, bo ci ludzie byli tak samo skorumpowani jak Demokraci, ale stawia to Trumpa w o wiele słabszej pozycji niż jakiegokolwiek innego republikańskiego prezydenta. Ma 4100 nominacji do wykonania, z czego 700 musi zostać zatwierdzonych przez Senat. Nie udało mus się jak dotąd obsadzić nawet jedną trzecią tych stanowisk. Ma za krótką ławkę. Obsadził zaledwie ok. połowę stanowisk w sowim gabinecie. A minął już miesiąc od inauguracji. Do tego dochodzi problem globalistów w różnych departamentach, przede wszystkim w Departamencie Stanu. Jeśli Trump chce efektywnie kierować polityką zagraniczną USA, musi wymienić ludzi Obamy oraz Busha, którzy przetrwali w resorcie, na swoich. Ci ludzie są jak resortowe dzieci w Polsce. Destabilizują państwo o wewnątrz.
źródło: wpolityce.pl
















