Patryk Jaki: „Kasta sędziowska uważa, że państwo do niej należy. Nie możemy się na to zgodzić”

fot: youtube

Kasta sędziowska nie chce być traktowana jak każda inna władza w Polsce. Władzę ustawodawczą i wykonawczą można kontrolować, oceniać i zmieniać w wyniku demokratycznych wyborów. Tymczasem władza sadownicza temu nie podlega.

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

wPolityce.pl: W mediach pojawiła się informacja, z której wynika, że prof. Chmaj chce w maju organizować specjalny kongres prawników polskich, w tym także sędziów. Sugeruje, że kongres mógłby stanąć w opozycji do obecnego Trybunału Konstytucyjnego i reformy sądownictwa. Czy ten zapowiadany bunt elit nie jest próbą szkodliwego wprowadzenia w Polsce swoistego dualizmy prawnego, niebezpiecznego dla całego systemu wymiaru sprawiedliwości?

Patryk Jaki: Jest w Polsce grupa ludzi, która jest niezwykle uprzywilejowana, której zależy by polskie państwo było słabe. Próba wprowadzenia dualizmu prawnego to kalka z czasów „liberum veto”. Wtedy też była grupa ludzi uprzywilejowanych w Rzeczypospolitej, która celowo nie pozwalała na umocnienie się państwa, by robić swoje interesy i bronić ich za wszelką cenę. Polska jest dużo słabsza niż mogłaby być, gdyż ci ludzie uwłaszczyli się i stali się oligarchami. Kasta sędziowska nie chce być traktowana jak każda inna władza w Polsce. Władzę ustawodawczą i wykonawczą można kontrolować, oceniać i zmieniać w wyniku demokratycznych wyborów. Tymczasem władza sadownicza temu nie podlega. Sędziowie walczą więc o dalsze umacnianie swojego środowiska środowiska. Chcieliby nadal mówić i robić, co chcą. Nie możemy na to pozwolić.

Ta enklawa miała się dobrze w czasach PRL-u. Liberalne media zarzucają panu i konserwatywnym mediom, że mówienie o tym i pisanie jest wynikiem rzekomej ignorancji. Tymczasem kasta sędziowska była jednym z najważniejszych filarów reżimu komunistycznego w Polsce.

Dokładnie tak. Przypominam, że w 1947 roku, gdy komuniści mieli problem ze znalezieniem przyzwoitych ludzi w sądownictwie, wprowadzono 5 miesięczne kursy sędziowskie dla ludzi bez wykształcenia i takich, którzy chcieli skazywać na śmierć polskich patriotów. Ci ludzie, przez kolejne lata, uzupełniali oczywiście swoje wykształcenie, ale nauczeni byli robić dokładnie to co chciała partia. Tacy ludzie dostali uprzywilejowaną pozycję. Ich nie objęła żadna lustracja po 1989 roku. Uzyskali możliwość samodzielnego kształtowania tego zawodu. Przez wiele lat mówiło się w Polsce, że sędzią, prawnikiem mógł zostać tylko ten, kto miał prawniczą rodzinę. Dopiero w 2005 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości otworzył korporacje prawnicze.

To wywołało wściekłość.

Tak, otwarcie zawodu było atakowane przez środowisko prawnicze, w tym Trybunał Konstytucyjny. Kluczowe narzędzia systemu wyboru prawników pozostawały w rękach ludzi poprzedniego systemu. Systemu kastowego. Młodych sędziów kształtowali nierzadko sędziowie z komunistyczną przeszłością. Młodzi sędziowie nie mieli wyjścia. By awansować musieli wzorować się na swoich poprzednikach i przyjąć ich punkt widzenia, a także szereg negatywnych lub wręcz patologicznych zachowań.

Szczególnie w tym dniu, dniu Żołnierzy Wyklętych warto zwrócić uwagę na komunistyczny rodowód części środowiska sędziowskiego. To sędziowie wydawali wyroki śmierci na powojennych bohaterów, odbierali im nie tylko życie, ale także godność. Nie ponieśli przy tym żadnej konsekwencji swoich “zabójstw sadowych”.

Szczególnie szokujące są przykłady upokorzenia Żołnierzy Wyklętych przez stalinowskich sędziów, którzy pozwalali przebierać bohaterów walki o wolność w mundury SS, co było dla Wyklętych nieprawdopodobnym upokorzeniem. Te i inne postawy sędziów wskazują na to, że z takiego zgniłego owocu nie da się stworzyć nic dobrego.

I dziś ta bezkarność szokuje. Niemal codziennie nasz portal ujawnia kolejne przykłady bezkarności sędziów. Dlaczego w poprzednich latach te informacje nie mogły ujrzeć światła dziennego? Celowo je ukrywano przed mediami i społeczeństwem?

To wynikało z nietykalności elit sędziowskich i ich przekonaniu o całkowitej bezkarności. Wychodzą z założenia, że to państwo do nich należy i zwykli ludzie nie będą im mówić co mają robić. Spójrzmy na wypowiedź prezes Sądu Najwyższego, która publicznie przekonuje, że za kwotę 10 tys. złotych miesięcznie, można przeżyć tylko na prowincji. Pani prezes Gesdorf naprawdę w to wierzy, a to dlatego, że obraca się właśnie w takim środowisku. Zaczęliśmy od słów Chmaja o zjeździe prawników. Co zjazd to kompromitacja. Ale takie zjazdy mają, mówiąc ironicznie, pewien walor edukacyjny dla społeczeństwa. Każdy może ocenić zachowanie kasty i słowa członka “elity”, który na zjeździe sędziów bredził coś o kocie prezesa Kaczyńskiego. To ma być elita polskiego narodu? Relacja live z takiego zjazdu ostatecznie pogrąży kastę sędziowską i pokaże jak bardzo to środowisko jest oderwane od rzeczywistości. Pamiętajmy jednak, że problem ten dotyczy jedynie elit sędziowskich. Podkreślam to na każdym kroku. Problem nie dotyczy bowiem tysięcy sędziów sadów rejonowych, którzy nie uczestniczą w elitarnych koteriach przez co przez lata nie byli awansowani. Są ofiarami tego systemu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ