Byli Polakami, choć nie musieli, czyli o dumie z przynależności do narodu przodków

foto: wikipedia

Osobiście interesuje mnie, ilu wrocławian spacerując w okolicach pomnika Jana XXIII i znajdującego się tuż obok Kościoła pw. Św. Marcina, zastanawia się nad tablicą umieszczoną przed wejściem do niego, na której znajduje się pentaptyk dla jednych oczywisty, dla drugich dziwny, a dla trzecich archaiczny. Chodzi o zapis Pięciu Prawd Polaków Spod Znaku Rodła, swoistego katechizmu Polaków żyjących pod władzą III Rzeszy.

Tablica odsłonięta w 1995 roku upamiętnia obecność Polaków we Wrocławiu żyjących tu w okresie międzywojennym. Miejsce również jest nieprzypadkowe, albowiem wspomniany niewielki kościółek był w tamtym czasie świątynią, w której ta społeczność spotykała się na swoich mszach świętych aż do 17 września 1939 roku. Szacuje się, że w okresie międzywojennym mieszkało we Wrocławiu do 3 tys. Polaków, którzy z różnych powodów nie zdecydowali się na zamieszkanie na terenie odbudowywanej niepodległej II Rzeczpospolitej. Z pewnością bycie Polakiem w warunkach Republiki Weimarskiej, a następnie III Rzeszy nie należało do łatwych. Trzeba pamiętać, że nasi rodacy rozproszeni byli w zasadzie na całym terytorium Niemiec: Warmii, Mazurach, Powiślu, Krajnie, Pomorzu Zachodnim, Połabiu, do tego dodajmy Śląsk Opolski i Dolny, a na zachodzie liczną emigrację westfalską. Rzeczywistość, która nastąpiła po I Wojnie Światowej była dla nich trudna z kilku powodów. Po pierwsze borykali się z kłopotem mentalnym związanym z propagandą na rzecz opuszczenia Niemiec i wyjazdu do Polski. To w kontekście tej kampanii niezłomny przywódca ludu polskiego, ks. Bolesław Domański, wypowiedział swe słynne i znaczące słowa, iż „Bóg nas na tej ziemi bez przyczyny nie postawił”, co stanowiło zachętę do pozostania i odbudowy życia polskiego. Drugą kłopotliwą, pisząc eufemistycznie, okolicznością była bez wątpienia trauma niemiecka po przegranej, jak by nie patrzeć, wojnie i utrata znacznej części terytoriów dawnego Cesarstwa na rzecz państwa polskiego. Polski sąsiad w tych okolicznościach mógł być przez niejednego zwyczajnego Niemca traktowany jak potencjalny wróg, który czyha na jego ojczyznę. Trzeba dodać, że w tym względzie nie bez wpływu na mentalność Niemców była pruska propaganda państwowa utrzymana w skrajnie antypolskim tonie. Po trzecie wreszcie, pogrążona w kryzysie Republika Weimarska, również z powodów socjalnych, nie była najlepszym miejscem do życia, choć ten ostatni argument osłabia fakt, że odbudowująca się Polska również pozostawała w bardzo trudnym położeniu gospodarczym. Poza tym wbrew ówczesnej propagandzie wydaje się, że miała ona ogromne problemy z zagospodarowaniem potencjału terytorialnego i gospodarczego, który już posiadała. Wreszcie we Wrocławiu dość istotne było zjawisko rodzin mieszanych polsko-niemieckich, co czyniło sytuację jeszcze bardziej zawiłą.

Tak czy inaczej, Polacy w Niemczech w okresie XX-lecia międzywojennego stanowili znaczną mniejszość narodową, a dzięki powołanemu w 1922 roku Związkowi Polaków nabierali interesującej dynamiki społecznej, która może być uważana za wzorzec ogólnonarodowy. Nie bez znaczenia pozostawała tradycja społecznikowska zaczerpnięta wprost z postawy wielkopolskiej. Trzeba też podkreślić znaczenie ludzi, którzy stali na czele organizacji Polaków w Niemczech, a których działalność zasługuje na uwagę, gdyż to oni swoją bezkompromisowością, upartością i odrzuceniem interesów prywatnych w imię dobra wspólnego i, co najważniejsze, ciężką pracą wznosili podwaliny pod polskie społeczeństwo obywatelskie podejmujące przedsięwzięcia gospodarcze, kulturalne i społeczne od chórów parafialnych przez biblioteki po szkoły i media. Czynili oni życie polskie w miarę komplementarnym, na ile to tylko było możliwe. Wspomniany powyżej ksiądz Bolesław Domański w sposób oryginalny jest doskonałym symbolem takiego działacza, jego osoba, zdaje się, budziła powszechny szacunek i podziw. Na pozór zwykły wiejski proboszcz w małej wiosce Zakrzewo na Złotowszczyźnie. Przyszedł na świat w 1872 roku w Przytarni w powiecie chojnowskim, Seminarium Duchowne ukończył w Pelplinie, doktorat uzyskał z filozofii w Monastyrze (Munster). Jak zauważa jego biograf, a w młodości również współpracownik Edmund Osmańczyk: „Naszemu bohaterowi przyszło żyć pod zaborem pruskim od triumfalnych pierwszych lat żelaznego kanclerza II Rzeszy do triumfalnego pierwszego roku ludobójczego, kanclerza III Rzeszy” /…/ „Nigdy nie danym mu było żyć w Polsce.” To on głosił teorię jasno wyrażoną choćby na legendarnym Kongresie w Berlinie 6 marca 1938 roku, iż do narodu jest się przypisanym z postanowienia Bożego, wyparcie się narodu jest więc zdradą Boga. Związek wiary i polskości był tu więc nierozerwalny, co z pewnością nadawało postawie Polaków w III Rzeszy specyficznych cech. Należy dodać, że w swej działalności ksiądz Domański doprowadził nie tylko do zjednoczenia życia polskiego, ale również innych mniejszości narodowych w Niemczech.

Tu dochodzimy do kwestii naszej wrocławskiej tablicy. Spisane na niej Pięć Prawd Polaków stanowią swoistą koronę zarówno działalności księdza Domańskiego, jak i kierowanej przez niego organizacji. My, którzy znamy fakty, które nastąpiły potem możemy również powiedzieć, że mamy do czynienia z testamentem. Tym, którzy z różnych powodów nie mieli okazji zapoznania się z jego przesłaniem przypomnijmy: 1. Jesteśmy Polakami! 2. Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci! 3. Polak Polakowi bratem! 4. Co dzień Polak narodowi służy! 5. Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle! Obok słów ważnym elementem przyjętym w tym czasie jako znak Polaków w Niemczech było Rodło, czyli geometryczne wyobrażenie biegu Wisły z zaznaczeniem Krakowa. Symbol ten stworzony przez Janinę Kłopocką stał się również ważnym i funkcjonującym do dziś elementem tradycji narodowej.

Historia nie obeszła się litościwie z tymi dzielnymi ludźmi. Rok po kongresie Ksiądz Patron umarł żegnany przez współpracowników. W uroczystościach pogrzebowych wzięły udział tysiączne rzesze ludu, któremu służył całe życie. Nie musiał patrzeć, jak dzieło jego życia zostanie brutalnie zniszczone przez brunatny totalitaryzm. Polacy w Niemczech potraktowani jak wrogowie Rzeszy zginą zsyłani do obozów koncentracyjnych i innych nazistowskich miejsc kaźni. Ci, którzy przeżyją, zostaną przez nową ojczyznę „powitani” niezwykle nieufnie, niektórzy wręcz wrogo. W komunistycznej rzeczywistości ich patriotyzm i wierność zostaną potraktowane tak, jak ten ustrój miał w zwyczaju robić, czyli z pogardą. Wielu wyjedzie do… Niemiec, gdzie znowu będą działaczami polonijnymi, niektórzy zgniją w więzieniach. Z czasem propaganda systemu zacznie dostrzegać możliwe korzyści z przypominania polskiej obecności na tych ziemiach – stąd wezmą się ulice B. Domańskiego w licznych miastach na ziemiach zachodnich (bez „ksiądz” przed nazwiskiem, a jakże…). Z czasem, kiedy żywi przestaną być „niebezpieczni”, zacznie się tu i ówdzie czynić ich patronami szkół lub stawiać jakieś niewielkie pomniki. Ale tak naprawdę dziedzictwo ludzi, którzy z własnej woli byli Polakami, czując przy tym dumę, pozostanie aż dotąd nieodczytane. W tym kontekście ostatnie słowa księdza Józefa Sikory zaczerpnięte z Hymnu Rodła, a wypowiedziane w Kościele pw. Św. Marcina po wspomnianej już ostatniej polskiej Mszy Św. brzmią nadzwyczaj wymownie: „I nie ustaniem w walce, siłę słuszności mamy. I mocą tej słuszności wytrwamy i wygramy!”

Wracając do zadanego na początku pytania, ilu wrocławian zdaje sobie sprawę z tego dziedzictwa, odpowiadam: nie wiem, ale trzeba zrobić wszystko, by było ich jak najwięcej.

autor: Piotr Sutowicz

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. „Wracając do zadanego na początku pytania, ilu wrocławian zdaje sobie sprawę z tego dziedzictwa, odpowiadam: nie wiem, ale trzeba zrobić wszystko, by było ich jak najmniej.”
    Jak najmniej osób ma sobie zdawać z tego sprawę??

ZOSTAW ODPOWIEDŹ