Dr Karp o liście Dekana: „To mi przypomina lata PRL-u, kiedy mniej więcej w ten sposób redagowano gazety”


Jeżeli spojrzymy tylko na okładki „Newsweeka” przynajmniej od 2012 roku, gdy pismem kieruje p. Lis, to zobaczymy, że politycy konserwatywni, dbający o polskie sprawy, przedstawiani są jako odrażające, niemoralne zakłamane jednostki. Niszczony jest w sposób szczególnie zapamiętały wizerunek publiczny ministra Antoniego Macierewicza i prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Od jakiegoś czasu prezes PiS w każdym numerze jest niemal symbolicznie mordowany

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Hanna Karp, medioznawca z WSKSiM w Toruniu.

wPolityce.pl: Po liście szefa Ringier Axel Springer do polskich dziennikarzy pracujących w tym koncernie, niektórzy zastanawiają się, czy nadal jesteśmy wolnym krajem, czy już może kolonią niemiecką. A Pani jak go odebrała?

Dr Hanna Karp: Nie powiem, że odczuwam w końcu jakąś satysfakcję, bo nie o to chodzi, ale od lat biję w tej kwestii na alarm. Od dawna obserwuję bowiem kapitał niemiecki, który wkroczył do Polski. Chodzi o początek lat 90., kiedy cała prasa poradnikowa została przejęta przez wydawców niemieckich. To był najbardziej komercyjny i opłacalny segment prasy, także motoryzacyjnej, komputerowej, ogrodniczej, mieszkaniowej, itd. Koncerny niemieckie bardzo się na tym wzbogaciły, to była dla Niemców bardzo korzystna inwestycja, ale wtedy w Polsce jakby tego nie zauważano. Zamykano oczy na ten temat. I to na prawicy, jak i na lewicy. Wtedy jeszcze kapitał, ponoć, był bez narodowości… Teraz jest moment, kiedy rzeczywiście, w końcu, oczy szerokiej opinii publicznej zwróciły się na wydawców niemieckich.

Żaden właściciel medialny nie powinien łamać sumień dziennikarskich. Jak można to uregulować?

Być może przydałoby się wprowadzenie w naszym prawie prasowym klauzuli sumienia, co jest w  prawie prasowym na przykład dziennikarzy w Hiszpanii, i nie jest to przepis martwy. Może trzeba u nas też pomyśleć o takim zapisie, ponieważ to, co się dzieje w tej chwili na rynku prasy prowadzonej przez Niemców musi bardzo niepokoić. Jeżeli spojrzymy tylko na okładki „Newsweeka” przynajmniej od 2012 roku, gdy pismem kieruje p. Lis, to zobaczymy, że politycy konserwatywni, dbający o polskie sprawy, przedstawiani są jako odrażające, niemoralne zakłamane jednostki. Niszczony jest w sposób szczególnie zapamiętały wizerunek publiczny ministra Antoniego Macierewicza i prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Od jakiegoś czasu prezes PiS w każdym numerze jest niemal symbolicznie mordowany. Zadawana mu śmierć cywilna każdego innego polityka dawno by już wykluczyła z życia politycznego. Przedstawiany jest – zwłaszcza w warstwie ikonicznej – jako człowiek niespełna rozumu, wręcz niebezpieczny psychopata, który chce podpalić i zniszczyć Polskę i Polaków. Ostatnia okładka tego tygodnika przedstawia Jarosława Kaczyńskiego, już jako palącego nie tylko flagę Polski, ale flagę UE. Sugeruje ona, że prezes PiS podpala już nie tylko swój kraj, ale całą Europę. Czekam na okładkę „Newsweeka”, na której prezes Kaczyński będzie rzucać bombę atomową na cały glob. Myślę, że już niedługo doczekamy się i tego.

Na razie Dekan w swym liście instruuje dziennikarzy, jak mają przedstawiać UE. Oczywiście mają forsować Unię wielu prędkości, której chce kanclerz Merkel.

Unia dwóch prędkości jest już od dawna. Właściwie w 2004 roku, kiedy Polska stała się formalnym członkiem UE, uczestniczymy w dwóch prędkościach. Nasz kraj został ekonomicznie i gospodarczo rozłożony jeszcze wcześniej, gdy czekał w poczekalni do UE. Proszę spojrzeć na różnego rodzaju blokady gospodarcze i ekonomiczne, jakie popłynęły ze strony Unii w naszą stronę, a co tak bardzo sparaliżowało ekonomię i gospodarkę polską. W tej chwili powinniśmy pracować nad tym, jak włączyć czwarty i piąty bieg. Nasz rząd zresztą nad tym pracuje. To dzieje się po 2015 roku, kiedy władzę w kraju przejęło PiS. Jeżeli jednak nasza gospodarka będzie ciągle na trzecim biegu, to nasze auto utknie gdzieś po drodze. Nie jest to łatwe, bo legislacja unijna dotycząca gospodarki czy ekonomii notorycznie blokuje możliwości udrożnienia różnego rodzaju przepisów, które by nadały prędkość naszemu systemowi gospodarczo-ekonomicznemu. A jeśli chodzi o redakcję Axela, jego szefa i listy, które kieruje regularnie do dziennikarzy, to bardzo im współczuję. Powinni czuć się jak w szkolnej gazetce.

Trudno czuć się inaczej, gdy pracodawca wprowadza tak rygorystyczne ograniczenia.

To przypomina mi przedszkole, w którym pani przedszkolanka uczy dzieci, co mają myśleć na każdy temat. Ten list jest jak instrukcja skierowana do osób specjalnej troski. Nie wyobrażam sobie dziennikarza prasowego, który potrzebowałby takich podpórek. Podejrzewam jednak, że oni od lat już tak funkcjonują i właściwie nie widzą już tego, że od lat żyją w kagańcu wewnętrznej cenzury. To mi przypomina lata PRL-u, kiedy mniej więcej w ten sposób redagowano gazety. Analizując przepisy unijne dotyczące mediów widzę, że  część krajów UE ma już od dawna prawo antykartelowe czy antykoncentracyjne w mediach. Hiszpania zabezpieczyła się pod tym względem już w 1988 roku, Niemcy w 1997 roku uchwalili ostateczne przepisy antykartelowe, które do dziś bardzo dobrze funkcjonują. Podobne zabezpieczenia mają Francuzi i Włosi. My dopiero za to się zabieramy, gdy okazuje się, że już nie bardzo da się cokolwiek w tej materii zrobić, by nie naruszać zapisów UE. Stąd też różnego rodzaju zwłoki i opóźnienia w naszym ustawodawstwie, które rząd PiS zapowiada. Uważni obserwatorzy zauważą, że medialna ustawa antykoncentracyjna pojawia się i znika. Tymczasem, gdy chodzi o rynek prasy w Polsce, to możemy powiedzieć, że prasa lokalna niemal w 100 procentach zarządzana jest przez jeden koncern niemiecki. Jeżeli natomiast zsumujemy wydawnictwa Bauer, Axel Springer, Verlagsgruppe Passau, Burdę, Gruner und Jahr, Bertelsmann i in., to właściwie można powiedzieć, że media w Polsce – także radio i Internet – są pod zaborem niemieckim.

W jaki sposób ten zabór przejawia się na co dzień. Uderzaniem w rząd polski?

Wystarczy zajrzeć do środka wspomnianego już wcześniej „Newsweeka”, do ostatniego numeru, od pierwszej do ostatniej strony znajdziemy antypolskie lęki, fobie, strachy. Polacy jako społeczeństwo, popierające PiS na łamach pisma są odrażający, brudni, źli. A ich polityczni przedstawiciele są jeszcze gorsi, to marionetki, kłamcy, oszuści, psychopaci upokarzający notorycznie swoich adwersarzy. Niosą zagrożenie nie tylko Polsce, ale całej Europie. Czekam na to, gdy będą przedstawiani jako pół-zwierzęta z kłami i racicami. Prezes PiS w ikonografii jest regularnie przedstawiany na sposób diaboliczny, z pełnym owłosieniem w uszach. Natomiast wracając do listu pana Dekana. Niemal w każdym zdaniu jego autor bardzo oszczędnie gospodaruje prawdą, są tu liczne nadużycia. Już w pierwszym akapicie tekstu uderza narracja niemiecka, według której właściwie nikt poza Donaldem Tuskiem nie może reprezentować Polaków w UE. To zastanawiające, że strona niemiecka tak bezwzględnie foruje i utożsamia się z Tuskiem. Cóż ten polityk takiego w sobie ma, lub co takiego sprawił, że dożywotnio Niemcy składają mu hołd?

Wniosek jest taki, że odwlekanie repolonizacji mediów podkopuje jedynie niezależność naszego kraju.

To nie stało się nagle, ten zabór był procesem, następował po kawałku latami. Ówczesny UOKiK dawał fory niemieckim wydawcom, zwłaszcza kiedy następowały sprzedaże i przejęcia przez Niemców [od Brytyjczyków] kolejnych podmiotów medialnych. Niemcy po roku 1990 ubiegłego stulecia tak ekspandowali na rynki medialne dawnego bloku sowieckiego, bo byli doskonale do tego przygotowani. Przepisy antykoncentracyjne na rynku niemieckim są bardzo restrykcyjne i tak skonstruowane, że ograniczają nadmierny rozwój również rodzimych podmiotów medialnych. U nas za to mają one swoje eldorado i zarabiają tutaj olbrzymie pieniądze. Podobną sytuację mamy w Czechach, na Węgrzech, w Bułgarii, Rumunii, czy Litwie. U nas temat przepisów antykoncentracyjnych – jak wspomniałam- niestety pojawia się i znika. To jest ustawa trudna, ale trzeba wreszcie na coś się zdecydować.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ