Prof. Kik o manipulacjach sondaży wyborczych: „Wszystko można kupić. Dmuchane sondaże i poparcie na papierze”

fot. youtube.com

Myślę, że w warunkach tej komercjalizacji życia politycznego i publicznego dochodzimy do absurdu. Każda partia zamawia bowiem sobie swoje sondaże i analizy, a różnego rodzaju sondażownie reagują bardzo „życzliwie” na takie zamówienia.(…) Nie ma  absolutnie najmniejszych, poza efektem Tuska, powodów do tego, by rosły notowania Platformy Obywatelskiej.

– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Kazimierz Kik, politolog i publicysta.

wPolityce.pl: Przemysław Wipler stwierdził, że sondaż preferencji wyborczych można sobie w Polsce kupić już za zaledwie kilka tysięcy złotych. Czy mamy więc wierzyć sondażom?

Prof. Kazimierz Kik: W epoce neoliberalizmu komercjalizacja wszystkiego postępuje bardzo szybko. Oznacza to, że wszystko można dziś kupić. Różnego rodzaje instytucje, takie jak sondażownie, czy fundacje są nastawione na zysk. Żyją z zamówień, które napływają z różnych stron. Wnosi to sporo zamieszania w życie publiczne.

Polacy i nie tylko kierują się jednak badaniami sondażowymi, także w sferze politycznej.

To są czynniki podświadome które wpływają na zachowania wyborców, którzy w naturalny sposób lgną do najsilniejszego.

Ostatnio pojawiły się sondaże, które wskazują na spore tąpnięcie w poparciu Prawa i Sprawiedliwości. Wynika z nich, że na Platformę Obywatelską głosowałoby dzisiaj niemal tyle samo wyborców co na Prawo i Sprawiedliwość. Czy to oznacza, że PiS słabnie, a PO rośnie w siłę?

O ile można znaleźć uzasadnienie dla spadających notowań Pis, które wynikają z licznych wpadek przedstawicieli tej partii, to nie ma  absolutnie najmniejszych, poza efektem Tuska, powodów do tego, by rosły notowania Platformy Obywatelskiej. Powinien za to pojawić się efekt Saryusz – Wolskiego, który obniżałby sondaże PO. Myślę więc, ze w warunkach tej komercjalizacji życia politycznego i publicznego dochodzimy do absurdu. Każda partia zamawia bowiem sobie swoje sondaże i analizy, a różnego rodzaju sondażownie reagują bardzo „życzliwie” na takie zamówienia. To stało się biznesem, gdyż dana sondażowania przyzwyczaja daną partię do tego, że w jej badaniach, polityk wychodzi na plus. Te sondaże pokazują więc pewną tendencję, z której wynika, że na czele jest PiS, a na drugim PO, ale nie wiem dlaczego PO jest druga. Powtarzam, że nie ma najmniejszych powodów, do tego, by PO dodać choć jeden punkt, jest za to wiele powodów, by tej partii punkty odejmować.

 

Uderza też to, że zgodnie z dwoma ostatnimi sondażami, PO ma większe poparcie niż w momencie, gdy przegrywała wybory w 2015 roku. Konia z rzędem temu kto jest w stanie to wytłumaczyć. Pojawia się więc smutna konkluzja, że poparcie można sobie kupić, przynajmniej na papierze.

No właśnie, dmuchane sondaże „na papierze”. Przed wyborami prezydenckimi, sondażownie, wieszczyły zwycięstwo Komorowskiego. Oczywiście okazało się, że wygrał Andrzej Duda. W Stanach Zjednoczonych sondażownie dawały wygraną Partii Demokratycznej, a wygrał Donald Trump. Z kolei w Niemczech, w wyborach lokalnych w Zagłębiu Saary, sondażownie pompowały partię SPD, a wyborcy znokautowali SPD poprzez oddanie głosów na CDU. Gdzie byśmy nie spojrzeli to ta  komercjalizacja życia politycznego ma swoje miejsce. Zasadnicza przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w neoliberalnych mechanizmach funkcjonowania demokracji. Z  tego podporządkowania wszystkiego pieniądzu. To bardzo niebezpieczne i wskazuje na dominacji podejścia opartego na rachunku ekonomicznym. Wszyscy się do tego stosują, sondażownie też. T kreują nieautentyczność zachowań politycznych.

Czy widzi pan potrzebę stworzenia regulacji prawnych, które mogłyby nieco ucywilizować ten sondażowy bałagan i ukrócić manipulacje?

W świecie neoliberalnym, gdzie prawo akcentuje swobodę funkcjonowania świata biznesu, dobrze by było, gdyby świat biznesu nie wchodził do polityki. Potrzebna jest przegroda prawną między oba światami. Oczywiście jest to niezwykle trudne ponieważ polityka podporządkowana jest ekonomii. Demokracji praktycznie już nie ma. Jest za to demokracja pieniądza. Pytanie brzmi kto tę barierę ma postawić, skoro partie polityczne są zainteresowane tym, by powstawały tendencyjne sondaże.

Pozostaje ufać w rozsądek wyborcy?

Ten rozsądek nie istnieje. Wyborcy, z pewnymi wyjątkami, podchodzą do polityki w sposób emocjonalny. Pojawiają się też masowe przerzuty głosów. O rozsądku nie ma więc mowy. Polskie życie oparte jest na emocjach, a polska polityka oparta jest na pieniądzu. Na klasyczną demokrację nie ma już miejsca. Nie ma więc takiej siły, która w tym neoliberalnym świecie mogłaby przeforsować regulację ograniczającą

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ