Polityk Republikanów dla wPolityce.pl: „Rosja to stacja benzynowa udająca państwo. Trump nie musi przejmować się Putinem”

fot:youtube

Trump to ucieleśnienie najgorszych koszmarów Putina. Niedługo wszyscy się o tym przekonają

— mówi w rozmowie z portalem „wPolityce.pl” Robert D. „Bob” McEwen, polityk amerykańskiej Partii Republikańskiej, były kongresmen, przewodniczący wpływowego Council for National Policy (CFNP), waszyngtoński jastrząb i lobbysta.**

wPolityce.pl: Jeszcze niedawno głównym zarzutem wobec Trumpa było to, że rzekomo jest marionetką Władimira Putina. Teraz, gdy USA dokonały odwetowego ataku na bazę lotniczą wojsk Asada, słyszymy, że to szaleniec, który prowadzi USA ku wojnie z Rosją. No to jak to w końcu jest: Trump jest agentem Rosji czy jej największym wrogiem?

Bob McEwen: Może zacznę od podkreślenia, że nie są to już te same USA, jak za czasów Baracka Obamy. Przez osiem lat jego prezydentury pozycja Ameryki na światowej mapie się zdecydowanie osłabiła. Było to zresztą zupełnie świadome i celowe działanie ze strony Obamy. Przewodzenie z tylnego siedzenia. Świat wielobiegunowy. Tymczasem demokracje tego świata pozostają od zakończenia II wojny światowej w sojuszu z USA, bo uznają Amerykę za lidera wolnego świata. Obama nie dorastał w USA, i był szkolony przez komunistów. Uważał, że Ameryka powinna zrezygnować z pozycji hegemona. Gdy wycofał się więc z południowo-wschodniej Azji, z Pacyfiku, z Bliskiego Wschodu, z Afryki, inni zaczęli się rozpychać. Rosja umocniła się w Syrii, Chiny zaczęły dążyć do roli co najmniej regionalnego hegemona. W zasadzie można na ślepo palcem wskazać miejsce na globie – nie znajdziemy takiego, gdzie sytuacja nie byłaby gorsza, niż przed przejęciem prezydentury przez Obamę. Na szczęście wybraliśmy nowego prezydenta. I to co widzimy ze strony Trumpa, to próba przywrócenia Ameryce roli hegemona. Tak należy też rozumieć atak na bazę lotniczą wojsk Asada w Syrii. Ta część świata, która nie jest wolna tylko okupowana przez satrapów musi zrozumieć, że nie damy sobie dalej skakać po głowie. Ameryka Trumpa nie da sobie skakać po głowie.

Putin da się tak po prostu wypchnąć z Syrii?

Powiem tak: polityka podobnie jak natura nie znosi próżni. W latach 30-tych XX wieku Wielka Brytania nie chciała przewodzić Europie, i Hitler wypełnił powstała lukę. Gdy Obama odmówił pełnienia roli lidera, Putin zaczął prężyć muskuły. Oczywiście tylko na pokaz, bo on żadnych muskułów nie ma. Putin jest właścicielem stacji benzynowej udającej państwo. Sprzedaje gaz i ropę. Rosja nie produkuje poza tym absolutnie nic przydatnego. Natomiast używa tych dwóch kart, które trzyma w ręku, czyli surowców oraz siły militarnej, dość zręcznie. To daje mu pewną pozycję, ale z przykrością dla niego muszę stwierdzić, że już nie na długo. Jego czas dobiega końca.

A Chiny? Prezydent Xi Jinping dopiero co gościł w Waszyngtonie. Trump ogłosił gotowość do współpracy. Tymczasem Pekin otwarcie kontestuje amerykańskie przywództwo. Na tyle, że korporacja RAND prognozuje wojnę na Pacyfiku…

Chińczycy oraz Rosjanie, jak było widać choćby w chwili gdy końca dobiegała prezydentura Reagana, chcą naśladować model amerykański. Przynajmniej pod względem gospodarczym. Na tym polega siła soft power USA, że inni chcą być tacy jak my, czyli pociąga ich amerykański kapitalizm, sukces gospodarczy i wolność gospodarcza. Obama zupełnie zrezygnował z tego narzędzia. Ameryka przestała być tym niedoścignionym wzorem. To się zmieni za Trumpa, obiecuję to pani. Jestem optymistą, ponieważ wolność zawsze zwycięża, a socjalizm zawsze kończy się porażką. Jeśli spojrzymy na rynki finansowe, widać ten optymizm, związany ze zmiana prezydenta w USA, aż nader wyraźnie. Znajdziemy wspólny języka z Chińczykami, gdy znów staniemy się dla nich wzorem, zamiast być państwem, które uważają za słabe i na które patrzą z pogardą. Jeśli chodzi o raport korporacji RAND na temat wojny na Pacyfiku to podkreślę jeszcze raz: słabość powoduje agresję. Gdy słabości nie ma, nie ma też agresji. To jest naprawdę bardzo proste. Pamiętam lata 70., gdy Amerykanie wybrali Jimmy’ego Cartera na prezydenta. To była tragedia. Świat szybko znalazł się na skraju katastrofy. Tak niekompetentny był Carter. Wtedy pojawił się Reagan i zaczął się jazgot: że zniszczy USA, zdestabilizuje cały świat. W Europie setki tysięcy ludzi wyszło na ulice w proteście przeciwko Reaganowi. W Paryżu, Berlinie. Zupełnie jak teraz przeciwko Trumpowi. Da się z tego wywnioskować pewną prostą regułę: jeśli Europejczykom podoba się jakiś amerykański prezydent to nie wyjdzie to USA na dobre, tylko wręcz przeciwnie. Nie będzie on prowadził polityki w interesie Ameryki. Europejczycy kochali Cartera i kochali Obamę. Nienawidzili Reagana, Busha, a teraz nienawidzą Trumpa. Ameryka tylko na tym zyska.

Także nad Wisłą pojawiły się obawy, że Trump mógłby dokonać resetu z Rosją, że USA przestaną być gwarantem naszego bezpieczeństwa. Niesłusznie?

Oczywiście, że niesłusznie. To bzdura. To Obama odwrócił się plecami do Polski oraz Czech, które są naszymi cenionymi sojusznikami, rezygnując z rozwoju strategicznej obrony przeciwrakietowej krajów NATO. System obrony przeciwrakietowej miał powstać w maju 2009 roku. I co? Obama dokonał nagłej wolty. Tylko po to, by móc klękać przed Putinem. Hillary Clinton wtedy żałośnie tłumaczyła, że Ameryka boi się nowej zimnej wojny z Rosją. Żałosne. Oczywiście Putin od razu zepsuł reset i Clinton i tak miała swoją zimną wojnę. Trump tymczasem to ucieleśnienie najgorszych koszmarów Putina. Niedługo wszyscy się o tym przekonają.

źródło: wpolityce.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ