Prof. Chwedoruk: Decyzja ws. Misiewicza to początek niezbędnego procesu rewitalizacji w PiS

Chwedoruk.4557jpeg.jpg

Myślę, że to początek niezbędnego procesu rewitalizacji w PiS po marcowym kryzysie tej formacji. PiS nie stracił bardzo dużo wyborców, stracił pewną dynamikę i nadzieje na stopniowe zbliżanie się do zupełnie samodzielnych rządów

— mówi politolog z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Czy sprawa Bartłomieja Misiewicza umocni pozycję prezesa Jarosława Kaczyńskiego kosztem pozycji ministra Antoniego Macierewicza?

Dr hab. Rafał Chwedoruk: To utrzymanie pozycji Jarosława Kaczyńskiego. PiS jest tak skonstruowany, że ostatecznym punktem odniesienia jest prezes. Wynika to z traumy polskiej prawicy z lat dziewięćdziesiątych, która mimo, że w zasadzie była w tamtej dekadzie najpopularniejszą orientacją w społeczeństwie, to nie miała reprezentacji w jednej z kadencji Sejmu, potem była w parlamencie reprezentowana w symbolicznej liczbie. Bez silnego przywództwa Jarosława Kaczyńskiego i skupionej wokół niego grupy dawnych działaczy Porozumienia Centrum, PiS nie będzie silny. Warto zauważyć, że co pewien czas w PiS dzieją się podobne rzeczy. Jarosław Kaczyński demonstruje własnej partii i wyborcom, że ten mechanizm działa. Można w tym kontekście przywołać wiele postaci, które nigdy nie były blisko Jarosława Kaczyńskiego, ale znalazły się w PiS, ale także postacie, które nie były odległe od  Jarosława Kaczyńskiego, a mimo to też podlegały procesowi dyscyplinowania i pokazywania, że dobro wspólnoty politycznej jest ważniejsze niż interesy i poglądy danego polityka.

Zwraca pan uwagę, że to, co teraz obserwujemy, należy widzieć przede wszystkim w kontekście problemów PiSu po sprawie z Tuskiem.

Tak, bo stało się jasne, że musi dojść do zmian w obrębie obozu władzy. Różne podmioty zaczęły wtedy zgłaszać, że one również chciałyby uczestniczyć w zmianach i coś z tego wynosić. Stąd dyplomacja epistolarna z ośrodka prezydenckiego i zabieranie głosu przez Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobrę. Sytuacją z Bartłomiejem Misiewiczem, zwłaszcza przy okazji 10 kwietnia, Antoni Macierewicz paradoksalnie dał oręż kierownictwu partii i swoim polemistom w niej, że pan Misiewicz może stać się symbolem zmian w PiSie, że nie trzeba szukać ministra, którego można odwołać albo osłabić, bo jego odwołanie będzie wyjściem z sytuacji.

Czy ta sytuacja z Misiewiczem, nie jest jak mówi słynne już powiedzenie, że rozpoczęło się „podtapianie” ministra Antoniego Macierewicza?

Polityka jest nieustannym podtapianiem, bycie podtapianym, nurkowaniem i pływaniem. Nie da rady od tego uciec. Na pewno oznacza to osłabienie pozycji Antoniego Macierewicza przede wszystkim na forum Rady Ministrów.

To osłabi też pozycję szefa MON we władzach PiS, gdzie pełni funkcję jednego z wiceprezesów?

Nie byłbym tego pewien w dłuższej perspektywie czasowej, bo jego pozycja ciągle pozostaje istotna, chociażby ze względu na wyniki, jakie uzyskuje w swoim okręgu wyborczym, a także dlatego, że po kwietniu 2010 r. wziął na siebie najbardziej ryzykowny ciężar, jaki można było na siebie wziąć w polityce. Należy też pamiętać, że jest politykiem o życiorysie politycznym sięgającym lat siedemdziesiątych. Antoni Macierewicz nie zniknie szybko z polityki, nie sądzę również, żeby to było celem obecnego obozu władzy. Bartłomiej Misiewicz natomiast nie jest do uratowania, jego historia chyba była błędem jego promotorów politycznych. Należy jednak przy tym zauważyć, że resort na czele którego stoi Antoni Macierewicz, jest resortem specyficznym i  konserwatywnym w sensie niechęci wśród środowisk z nim związanych do zmian. Taki jest charakter służby wojskowej, że tam wszystko dzieje się w trochę innym trybie niż w instytucjach cywilnych. Od początku było wiadomo, że  Antoni Macierewicz będzie podlegał tam różnego rodzaju naciskom i wpływom, zarówno wewnątrz resortu, wewnątrz własnego obozu politycznego, jak i zupełnie z zewnątrz.

Czyli ewentualne odwołanie Antoniego Macierewicza z funkcji szefa MON mogłoby być przyznaniem PiSu, że nie znaleźli niko, kto jest w stanie oprzeć się różnym wpływom w wojsku?

Chyba główny problem PiS polega na tym, że Antoni Macierewicz został prawdopodobnie wysłany do MON w roli kogoś, kto nie będzie się uginał. Uważam, że kierownictwo partii ma przed sobą bardziej skomplikowaną układankę partyjną niż się z pozoru wydaje. Antoni Macierewicz, nie wiem, czy zasadnie, był często postrzegany jako polityk asertywny w każdej sytuacji. Był też elementem konfliktów dekonstruujących prawicę w latach dziewięćdziesiątych.

Panie profesorze, dlaczego właśnie teraz doszło do przesilenia w sprawie Bartłomieja Misiewicza?

Przyczyną tak daleko idącego działania ze strony kierownictwa PiS jest zapewne to, że 10 kwietnia politycy PiS powinni robić coś innego niż nominować kogokolwiek. Ponadto teraz będziemy mieli do czynienia ze specyficznym czasem, najpierw będą Święta Wielkanocne, a później długi weekend majowy. Odwołanie Bartłomieja Misiewicza w tym momencie spowoduje, że olbrzymia część Polaków będzie dyskutować o bezkompromisowości lidera PiSu w zwalczaniu nadużyć, a mogliby przecież rozmawiać o tym, że Misiewicz dalej pełni swoją funkcję.

Komisja w sprawie Bartłomieja Misiewicza i jej skład jest mocnym uderzeniem pięścią w stół.

Myślę, że to symboliczny znak przekazany całej partii, który dotyczy nie tylko sprawy pana Misiewicza, ale i innych działaczy PiS. Ten gest oznacza, że w partii może dojść do zmian, którym należy się podporządkować, a każdy, kto nie będzie chciał tego zrobić, musi liczyć się z konsekwencjami.

Wizerunek PiS bardzo ucierpi na sprawie Misiewicza?

Myślę, że to początek niezbędnego procesu rewitalizacji w PiS po marcowym kryzysie tej formacji. PiS nie stracił bardzo dużo wyborców, stracił pewną dynamikę i nadzieje na stopniowe zbliżanie się do zupełnie samodzielnych rządów. Z jednej strony partia rządząca może podchodzić do tego optymistycznie, bo wygląda na to, że mechanizm zadziałał. To, co bulwersowało opinię publiczną zostanie zmienione, to dosyć istotne, bo wyborcy PiSu to często ludzie z mniejszych miejscowości, mniej zamożni, którzy zawsze mieli w życiu trochę trudniej, podobnie jak ich dzieci. Sytuacja, w której młody człowiek, dokonywał w swojej karierze politycznej wielu skrótów, dla tego typu wyborcy może być nie najlepszym punktem odniesienia.

źródło: wpolityce.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ