— mówi w rozmowie z wPolityce.pl prof. Antoni Dudek.
wPolityce.pl: Panie profesorze, na swoim blogu napisał pan, że tak naprawdę nie chodzi o Bartłomieja Misiewicza, ale o ministra Antoniego Macierewicza. Może Pan rozwinąć swoją myśl?
prof. Antoni Dudek, politolog, publicysta: Trzeba powiedzieć jasno, że PiS zostało zbudowane jako partia z bardzo silnym, jednoosobowym przywództwem, najsilniejszym jeżeli chodzi o polską scenę polityczną po 1989 r. Tak naprawdę dzisiaj w tej partii został tylko jeden polityk w stosunku do którego były wątpliwości, czy on to przywództwo uznaje. Mówię oczywiście o Antonim Macierewiczu. To, co się działo wokół Bartłomieja Misiewicza pokazało, że szef MON nie uznaje do końca przywództwa Jarosława Kaczyńskiego, bo gdyby uznawał, to już po pierwszych publicznych sygnałach w zeszłym roku załatwiłby sprawę, nie wyrządzając tak dużych szkód wizerunkowych partii, której jest przecież wiceprezesem. A że wyrządził te szkody, to widać wyraźnie po tym, co się wokół tej sprawy dzieje. Inna rzecz, że prezes Kaczyński zaskoczył mnie wczoraj.
Czym?
Decydując się na aż tak radykalne posunięcie i powołanie komisji do wyjaśnienia sprawy Bartłomieja Misiewicza. Bo tego, że pan prezes zawiesi Misiewicza spodziewałem się od dawna. Zdumiewa mnie, że zdecydował się demonstracyjne rozwiązanie w formie komisji, która przypomnijmy, ma zbadać nie tylko karierę Misiewicza, ale i okoliczności, w jakich jego kariera się rozwijała. Komisja miała się przyjrzeć nie tylko zachowaniom Misiewicza, ale i jego protektora. Wiemy, że stanowiska otrzymywał dzięki wsparciu Antoniego Macierewicza.
Dlatego przed komisją stanął i Bartłomiej Misiewicz i Antoni Macierewicz, tak?
Oczywiście.
Panie profesorze, jaki będzie dalszy ciąg tej sprawy?
Myślę, że ona już zaszkodziła PiS. Jak bardzo, tego dowiemy się z czasem. Sprawa sprowadza się do tego, jak się dalej ułożą relacje między Antonim Macierewiczem, a resztą partii, w tym zwłaszcza z prezesem Kaczyńskim.
Jak pan profesor prognozuje?
Przewidywać jest trudno, każda sytuacja jest możliwa. Możemy opierać się na doświadczeniu historycznym z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Antoni Macierewicz przeszedł przez szereg partii i zawsze to się kończyło tak samo, tzn. dokonywał w nich rozłamu, wychodził z mniejszym lub wielkim hukiem. Były to wprawdzie partie znacznie słabiej osadzone na scenie politycznej niż PiS – jak ZChN, RdR, ROP i wreszcie LPR – ale jest faktem, że prędzej czy później, takie konflikty w tych partiach wybuchały. W Prawie i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz zacumował dość późno, bo tak naprawdę dopiero po roku 2005, ale na dość długo, bo na ponad dekadę. Być może się zmienił i wyciągnął wnioski. Osobiście jednak jestem sceptyczny. Macierewicz jest w takim wieku, że pewne rzeczy ciężko jest w sobie zmienić i tak jak już to podkreślałem, nie chodzi tu wcale o Misiewicza, lecz o przywództwo w partii i związany z tym kierunek polityki PiS. W tym ostatnim zakresie szef MON reprezentuje najbardziej skrajny nurt wewnątrz PiS. I tu pojawia się pytanie, czy ten radykalny nurt wyjdzie na zdrowie PiS-owi w wymiarze wyborczym. Nie jest przypadkiem, że przed ostatnimi wyborami byliśmy świadkami spektakularnej operacji „schowania” Macierewicza, w postaci pamiętnej deklaracji Beaty Szydło, że nie obejmie on stanowiska ministra obrony. Działo się to nieprzypadkowo, ponieważ gdyby był politykiem autentycznie popularnym, to wtedy kandydatka na premiera nie deklarowałaby, że tym resortem będzie kierował Jarosław Gowin.
Zgadzam się z tym. Ale minister Macierewicz jest jednak niezwykle popularny wśród twardego elektoratu PiS.
W mojej ocenie tylko w jego części, ale przyznaję, że w tej najbardziej zdeterminowanej. Pytanie jednak brzmi: czy ten tzw. żelbetonowy elektorat, gdyby Antoni Macierewicz przestał być znaczącym politykiem PiS-u, przestanie na tę partię głosować i poprze nowe ugrupowanie Macierewicza. Prawdopodobnie taka partia byłaby kolejną formacją 2-, czy 3-procentową i na tym by się to skończyło. Natomiast z Macierewiczem w obecnej roli – najważniejszego ministra w rządzie – PiS nie ma szans na centrowy elektorat, dzięki któremu wygrał w 2015 roku. W tej chwili to już się staje coraz bardziej jasne, a pogłębi się to przez najbliższe dwa lata. Jeżeli Macierewicz utrzyma się na stanowisku ministra obrony, to będzie coraz bardziej obciążał wizerunek PiS. O Misiewiczu wszyscy zapomną, ale będą kolejne sprawy. Na przykład tego, kto jest z jego nadania szefem kontrwywiadu wojskowego. To z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa znacznie poważniejsza sprawa niż Misiewicz.
Ale dlaczego?
To człowiek, który nigdy nie był w wojsku, nie ma żadnego stopnia wojskowego i z tego co słyszałem, prawdopodobnie nigdy nie będzie miał, bo nie chce przystąpić do egzaminu oficerskiego. Czy to jest dobre rozwiązanie, by ktoś taki był szefem kontrwywiadu wojskowego? Tym tematem na razie media się nie zajmują, ale być może za jakiś czas to się zmieni. Zwłaszcza kiedy zaczną mówić kolejni oficerowie opuszczający szeregi SKW.
Jednak szefowi SKW kompetencji nie można odmówić.
Ja nie wiem, jakie są jego kompetencje. Czytałem jego artykuł naukowy o tzw. cudzie lubelskim z 1949 r., to jednak jako żywo zagadnienie dość odległe od tematyki służb specjalnych. Oczywiście, był członkiem komisji likwidacyjnej WSI, ale śmiem wątpić – znając kilku innych jej członków – czy udział w jej pracach wyposażył w wiedzę i doświadczenie wystarczające do objęcia stanowiska szefa poważnej służby specjalnej. Szczególnie ciężko jest zbudować sobie autorytet wewnątrz takiej struktury, jeśli się nie jest oficerem.
Wracając do ministra Macierewicza. Nie uważa Pan, że jego ewentualna decyzja o odejściu z PiS byłaby wyjątkowo ciężka w sytuacji, gdy poza tą partią nie ma innej znaczącej siły na prawicy?
To może hamować Macierewicza, ale tym bardziej nie powinno przecież powstrzymywać lidera PiS Prezes Kaczyński ma wszystkie atuty w swoim ręku i dziwię się, że ich do tej pory nie wykorzystał do zduszenia w zarodku potencjalnego rokoszu. Koszt polityczny odsunięcia Macierewicza w tym roku, wydaje mi się nieporównanie niższy od tego, który Prawo i Sprawiedliwość zapłaci trzymając go dalej na tym stanowisku aż do samych wyborami.
Nie sądzę jednak, by ten scenariusz był w chwili obecnej realny. Prezes Kaczyński z sobie tylko znanych powodów uważa, że mimo swojej jak to określił „ekstrawagancji”, Macierewicz pozostaje niezwykle cennym współpracownikiem. Koszt polityczny tego przekonania może się w 2019 r. okazać bardzo wysoki.
źródło: wpolityce.pl

















Komisja miała się przyjrzeć nie tylko zachowaniom Misiewicza, ale i jego protektora. Wiemy, że stanowiska otrzymywał dzięki wsparciu Antoniego Macierewicza