O ile Jean-Marie Le Pen osiągał wyniki wyborcze w granicach 17 proc., ona zdobywa poparcie przekraczające 20 proc. Jednak to wciąż za mało, żeby zdobyć władzę i rozbić układ, bo zasada zapory republikańskiej przeciwko Frontowi Narodowemu nadal działa
— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Jacek Bartyzel, historyk idei.
wPolityce.pl: Panie profesorze, co pan sądzi o wyborach prezydenckich we Francji?
Prof. Jacek Bartyzel: Ogólnie rzecz biorąc prawie wszyscy kandydaci mieścili się w obszarze republikańskiego establishmentu, od republikańskiej centroprawicy po skrajną lewicę. W pewnej mierze różnił ich stosunek do Unii Europejskiej, który łączy się z jedyną kandydatką spoza establishmentu, czyli oczywiście z Marine Le Pen, która przez wiele lat robiła bardzo wiele, żeby się wedrzeć do establishmentu.
Czy jej się to udało?
Na pewno jakoś przesunęła granice. O ile Jean-Marie Le Pen osiągał wyniki wyborcze w granicach 17 proc., ona zdobywa poparcie przekraczające 20 proc. Jednak to wciąż za mało, żeby zdobyć władzę i rozbić układ, bo zasada zapory republikańskiej przeciwko Frontowi Narodowemu nadal działa. Marine Le Pen jest skazana na status oficjalnej czarownicy Republiki, którą można straszyć jako „faszystką” i „wcieleniem zła”. W rzeczywistości nie jest ani jednym, ani drugim.
Czym Marine Le Pen różni się w sferze ideowej od swojego ojca?
Różni się bardzo zasadniczo. Jean-Marie Le Pen to klasyczny nacjonalista reprezentujący narodowo-konserwatywną tradycję, miał nawet epizod monarchistyczny w młodości. Podobnie jak Charles Maurras, z jednej strony chciał godzić synów szuanów z żołnierzami spod Valmy, jednak z pozycji kogoś, kto reprezentują starą Francję. Front Narodowy był konglomeratem różnych nurtów, jednak Le Pen dbał o to, aby swoje miejsce miała tam także tradycyjna frakcja narodowo-katolicka, która została właściwie zupełnie wycięta przez Marine Le Pen. Na tej płaszczyzny aksjologicznej Marine Le Pen całkowicie pogodziła się z jakobińską wizją Republiki laickiej, jednej, niepodzielnej, tylko podobnie jak jakobini jest suwerenistyczna. I to jest jedyna różnica.
Twórca Frontu Narodowego, Jean-Marie Le Pen skrytykował kampanię wyborczą swojej córki. Powiedział, że gdybym był na jej miejscu, prowadziłby bardziej agresywną kampanię. Co pan profesor sądzi o tym zarzucie?
Akurat to argument pragmatyczny, a nie ideowy. Wolałbym, żeby skrytykował ją za co innego. Z punktu widzenia pragmatycznego to ona może mieć rację. O tym, że chce Francji innej niż establishment i Francji suwerennej nie musi przekonywać. Prawdopodobnie ta kampania wyborcza była obliczona na to, żeby nie odstraszać tych, którzy się wahają, więc nie jestem pewien czy na tym poziomie argumentacji jej ojciec ma rację.
Czy w ciągu najbliższych lat rola Frontu Narodowego w polityce francuskiej może się zwiększyć?
Można spodziewać się buntu tych, którzy wciąż jeszcze są we Froncie Narodowym, ale mierzi ich demoliberalizacja partii. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby na prawo od partii kierowanej przez Marine Le Pen powstała nowa formacja, przypominająca dawny Front Narodowy. Oczywiście ta partia nie byłaby zbyt silna. Jej poparcie zapewne kształowałoby się na takim poziomie, jak poparcie dla ugrupowań antyestablishmentowych w Polsce, które walczą o przekroczenie progu wyborczego, ale byłoby silnym ciosem dla FN, bo odebrałoby partii najtrwalsze jądro ideowe. Nowa formacja będzie narodowo-konserwatywna i będzie przypominała Front Narodowy z jego najlepszych czasów, z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy FN opuściły narodowo-rewolucyjne i rzeczywiście faszyzujące środowiska rozczarowane tym, że jest to partia zbyt mieszczańska.
Czy Front Narodowy może rozszerzyć swoje wpływy wśród wyborców, którzy nie mają tradycyjnych, prawicowych czy konserwatywnych poglądów?
Tak, ale za cenę jeszcze większego rozmycia swojego poprzedniego kształtu ideowego, jeżeli to nastąpi, jeszcze bardziej upodobni się do establishmentu. Różnicą nie będzie nawet antyunijne stanowisko, przecież nawet w establishmencie, w części gaullistów, dysydentów gaullistowskich, czy nawet wśród socjalistów bywają eurosceptycy. Może się zdarzyć, że Front Narodowy straci kilka procent na rzecz nowej integralnie prawicowej formacji, ale tę stratę odzyska w postaci elektoratu dotychczas głosującego na partie establishmentowe, bo jednak porażka Fillona i to dosyć wyraźna, bardzo osłabia prawicę czy centroprawicę republikańską.
Nowa formacja będzie wolnorynkowa w sferze gospodarczej?
Tego nie wiem, chociaż taka była agenda Frontu Narodowego w latach osiemdziesiątych. W następnej dekadzie nastąpiło odejście od niej. Przejęcie, czy powrót do haseł bardziej liberalnych gospodarczo być może pozwoliłby uszczknąć część wyborców popierających Fillona, czy to gaullistów czy dawnych niezależnych republikanów. Jednak należy pamiętać, że we Francji jest dziś tak mocny konsensus socjalny, że to mogłoby być ryzykowne.
Czy na samym sprzeciwie wobec imigrantów Front Narodowy będzie w stanie zbudować taką siłę, żeby przejąć władzę we Francji?
Zapewne to za mało, ale ten postulat pozostanie trzonem polityki Frontu, ponieważ jest to najbardziej palący problem z punktu widzenia zwykłego Francuza. Tego nie można odpuścić.
źródło: wpolityce.pl
















