czwartek, 22 lutego 2024
Więcej

    Strona główna Opinie Lis i spółka klaszczą w rytm francuskiego populizmu

    Lis i spółka klaszczą w rytm francuskiego populizmu

    „Chcesz french fries”? Zapytałem mojego amerykańskiego przyjaciela podczas jednego z wypadów na burgera. „To nie french fries. Mów freedom fries”- odpowiedział. Nie wiem dlaczego frytki po amerykańsku brzmią french fries, ale od 2003 roku to fastfoodowe zabójstwo dostało inną nazwę. Wszystko zaczęło się od sprzeciwu Francji wobec amerykańskiej interwencji w Iraku w 2003 roku. Wówczas przewodniczący Committee on House Administration Bob Ney zmienił menu w kawiarniach w Kongresie. French fries zmieniły się na freedom fries. Do dziś wielu wyborców Partii Republikańskiej, szczególnie entuzjaści Donalda Trumpa, używają nowej nazwy frytek.

    Infantylne? Trochę tak, ale pokazuje jankeskiego ducha, który nie pozwala przejść obojętnie obok obrazy ze strony innych krajów. Wyobrażacie sobie jakby zareagowali Amerykanie, gdyby kandydat na prezydenta Francji tak mocno skrytykował USA, jak zrobił to Emmanuel Macron wobec Polski?

    Przypomnijmy, że Macron w wywiadzie dla dziennika „Voix du Nord” powiedział, że jeśli zostanie prezydentem, opowie się za sankcjami Unii Europejskiej wobec Polski, która jego zdaniem „naruszyła wszystkie zasady Unii”. Nie chodzi nawet o kwestię Trybunału Konstytucyjnego czy innych zarzutów, jakie pojawiały się wobec Polski ze strony unijnych biurokratów. Chodzi o…przeniesienie miejsc pracy z Francji do Polski. Macron udzielił wywiadu po spotkaniu ze strajkującymi pracownikami zakładów Whirlpool w Amiens. Zakłady zostaną zamknięte ze względu na przeniesienie produkcji do Łodzi. Macron jednoznacznie wszedł w buty populistki Marie Le Pen, która ma poparcie wśród sfrustrowanych robotników. Znakomicie całą otoczkę wypowiedzi Macrona opisała Ola Rybińska. Odsyłam do jej tekstu.

    Po nacjonalistycznej ( czym innym jest ochrona własnego rynku przed konkurencyjnością?) wypowiedzi eklektycznego ideologicznie polityka w pewnych kręgach nad Wisłą zapanowała euforia. Niektórzy skretyniali, ale niestety wciąż opiniotwórczy dziennikarze bili brawo Francuzowi, „któremu trudno odmówić racji”. Prym wiódł oczywiście żenująco infantylny Tomasz Lis, który wciąż nie wiedzieć czemu uchodzi za poważnego publicystę, choć nadaje się najwyżej na telewizyjnego prezentera. Takiego z pluszem w oczach.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!
    Proszę podać swoje imię tutaj