Wydaje mi się, że pan obciąża KOD i nie ma dobrej drogi, którą można byłoby wyjść z panem jako przywódcą KOD z twarzą dla tego ruchu
—mówił Najsztub do Kijowskiego na antenie TOK FM.
Redaktor próbował przekonać Kijowskiego, że afery, których bohaterem jest lider KOD obciążają cały Komitet, umniejszając jego znaczenie.
Taka moja prośba jest, niech pan zrezygnuje z kandydowania, bo nie ma dobrego wyjścia…
—próbował przekonać Kijowskiego redaktor.
Jest dobre wyjście. KOD musi wrócić do wartości, które zostały utracone. (…) Wielu KODerów i KODerek domaga się, abym wziął odpowiedzialność na naszą wspólną pracę
—odparł Kijowski.
Najsztub zwrócił podkreślił, że nie ocenia uczciwości Kijowskiego, ale tego jaki jest jego wizerunek.
W przestrzeni publicznej jest jak jest. Dał pan powód do tego uderzenia, co tu dużo gadać… Szkodzi pan KODowi
—powiedział.
Te sprawy zostały wywołane wokół mnie, ale nie zostały wywołane przeze mnie
—bronił się lider KOD.
Na dzisiaj, to pan jest problemem. KOD musi się zajmować udowadnianiem niewinności Kijowskiego, a to nie jest zadanie dla niego
—przekonywał Najsztub.
Kijowski był jednak nie ugięty.
Za czasów, kiedy byłem niekwestionowanym liderem KOD się rozwijał, aż przyszedł taki moment, kiedy przyszły osoby, które powiedziały „skoro Kijowski może, to dlaczego nie my?”. I zaczęły myśleć jak wywołać afery
—tłumaczył.
Czy wyjaśnienia Kijowskiego wystarczą, aby pozostać liderem Komitetu?
źródło: wpolityce.pl
















