2.9 C
Wrocław
Marek Kuchciński: Widzimy wyraźnie, że narody nie utożsamiają się z superpaństwem Unii...

Marek Kuchciński: Widzimy wyraźnie, że narody nie utożsamiają się z superpaństwem Unii Europejskiej. Polska jest tego dobrym przykładem

Kuchcinski2.jpg

Kwestie polityki międzynarodowej powinny być – ze względu na rację stanu – wyjęte z codziennego sporu, objęte pewnym wspólnym działaniem

— mówi marszałek Sejmu Marek Kuchciński w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Panie marszałku, rozmawiamy tuż przed rozpoczęciem szczytu Przewodniczących Parlamentów Państw Europy Środkowej i Wschodniej. Jakich efektów spodziewa się Pan po tym spotkaniu w Warszawie? Jakie były przyczyny zorganizowania tego wydarzenia?

Marek Kuchciński, marszałek Sejmu, Prawo i Sprawiedliwość: Zauważyliśmy, że w naszej części Europy, mniej więcej w czasie po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego pojawiła się pustka polityczna. Mówiąc o pustce mam na myśli brak koordynacji, ścisłej współpracy. W zamian pojawiła się zaś rywalizacja i kierunkowanie się na Trójkąt Weimarski i inne rejony kontynentu. Mówię zresztą nie tylko o swoich refleksjach, ale także, a może przede wszystkim głosach, które dochodziły do nas od przedstawicieli parlamentu z różnych krajów zaproszonych na szczyt.

Szczyt w Warszawie ma być elementem odbudowy tych relacji?

Gdy tylko po wygranych w 2015 roku wyborach pojawiła się okazja, uznaliśmy, że trzeba przymierzyć się do odnowy tych dobrych relacji. Ale gdy pytają Panowie o przesłanki, dzięki którym zdecydowaliśmy się na organizację szczytu, to nie możemy zapominać o próbie i konieczności odniesienia się do tego, co dzieje się dziś w samej Unii Europejskiej. Pomysły na Unię wielu prędkości, zamykanie się na współpracę z państwami spoza Wspólnoty, wiele innych niepokojących postulatów – to wszystko dotyka kwestii bezpieczeństwa krajów, których przedstawiciele pojawią się w środę w Warszawie, w tym także Polski.

A obowiązkiem każdej władzy publicznej jest zapewnienie działania, by sąsiedzi na wschodzie byli przewidywalni, a polska granica była bezpieczna.

Najważniejsze decyzje podejmowane są jednak na spotkaniach szefów rządów, prezydentów, a nie przedstawicieli parlamentu. Nie obawia się Pan trochę, że cały szczyt skończy się na ładnym zdjęciu i kilku uściskach rąk? Jakich efektów Pan się spodziewa?

Chodzi nam o pogłębienie współpracy parlamentarnej. Od kilku lat widzimy bowiem – zresztą nie tylko w Europie – że znaczenie dyplomacji parlamentarnej rośnie. To zresztą szerszy proces. W UE widzimy wyraźnie, że narody nie utożsamiają się z superpaństwem Unii Europejskiej. Polska jest tego dobrym przykładem – a świadectwem tego choćby frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego, która jest na poziomie dwudziestu kilku procent, co w porównaniu z innymi wyborami jest naprawdę małym odsetkiem.

Rola parlamentów narodowych w polityce zagranicznej to dyplomacja miękka. Warto przy tym odkreślić, że istnieje bardzo duża różnorodność w umieszczeniu i roli parlamentu w różnych państwach, których przedstawiciele pojawią się w Polsce. Od znaczenia dekoracyjnego, symbolicznego, przez forum wymiany czy dyskusji dotyczących polityki międzynarodowej, aż po instytucję kontrolującą władzę wykonawczą – jak w Polsce. Generalnie polityka państwa wymaga wsparcia i zaangażowania się wszystkich instytucji państwowych, by zapewnić bezpieczeństwo i możliwość rozwoju we wszystkich kierunkach.

Nie ma jednak co kryć, że między państwami, których przedstawiciele przyjadą do Warszawy, istnieją spore różnice. Inaczej na przyszłość i problemy UE patrzy Polska, inaczej Czechy, jeszcze inaczej państwa południa czy te spoza wspólnoty. Polska chce raczej przekonywać? Wysłuchiwać?

Właściwie chcemy i wysłuchiwać, i przekonywać. Traktuję te propozycje szczytów i współpracy jako pewne wyzwanie, a przy tym poznawanie, co myślą sąsiedzi. Także ci dalecy – z Kaukazu czy południowej Europy. Mówili Panowie o różnicach w polityce państw – i one rzeczywiście są. Ale są także elementy, które łączą – jak choćby polityka infrastrukturalna, która od razu ma kategorie ogólnoeuropejskie. Słaby rozwój infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej wpływa bowiem na jakość życia mieszkańców, a co za tym idzie – na znaczenie całego obszaru.

Mam na myśli choćby takie pomysły jak wielka droga wodna Odra – Dunaj, która jest ideą znaną od dobrych stu lat. Ale są i projekty bardziej żywe jak choćby Via Carpatia, na którą pomysł zrodził się w latach 90. a później był oczkiem w głowie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Skoro pytają Panowie o konkretne efekty szczytu, to chcemy, by – dla przykładu – zaangażowanie parlamentów było na tyle duże, by wymusiło na rządach potraktowanie projektu Via Carpatia jako strategiczną inwestycję. To zresztą dotyczy i polskiego rządu. Inna kwestia infrastrukturalna, którą chcemy poruszyć to wyzwanie, które czeka nas przy okazji współpracy z Chinami, czyli słynny Jedwabny Szlak.

Ze strony Warszawy widać dość wyraźne otwarcie na ten kierunek – zapoczątkowane jeszcze wizytą prezydenta w Pekinie, później rewizytą, teraz wyprawą pani premier.

Tak, choć to kwestie dotyczące nie tylko Polski. Inwestycje chińskie prowadzone są w Serbii, na Węgrzech i innych krajach Europy. Myślę jednak, że lepszym i bardziej skutecznym działaniem – dla wszystkich – będzie występowanie w wielkich kwestiach strategicznych całej Europy Środkowo-Wschodniej.

Szanse i możliwości są generalnie znane, ale przecież współpraca z Chinami to również otwarcie się na ich służby, interesy – nierzadko realizowane w sposób agresywny.

Widzimy również zagrożenia, które w opinii powszechnej pozostają jednak na razie na poziomie abstrakcyjnych refleksji. Niemniej, służby państwowe – nie tylko Polski – zwracają na to uwagę i umiemy antycypować pewne niedobre sygnały.

Szczyt to również podkreślenie kwestii bezpieczeństwa.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ