Seria fake newsów to element presji na mnie i TVP, byśmy zaprzestali reform, które przynoszą oszczędności – mówi prezes Telewizji Polskiej
— mówi portalowi wPolityce.pl i tygodnikowi „wSieci” Jacek Kurski, prezes TVP.
wPolityce.pl: Kierowana przez pana Telewizja Polska znowu znalazła się pod ostrzałem. Festiwal opolski, „Mazurska Noc Kabaretowa”, „Jaka to Melodia” – te tematy rozgrzewają czytelników prasy popularnej. Jakieś przesilenie?
Jacek Kurski: Kumulacja tych spraw związana jest z faktem, że telewizja publiczna odbudowuje swoją podmiotowość i jest kotwicą pewnej normalności. W związku z tym próbuje wzniecać się wokół telewizji, przy każdej okazji lub bez okazji, niepokój wśród widzów, posługując się wymyślonymi materiałami, tak zwanymi „fake newsami”.
Te sprawy są jednak konkretne.
Dobrze, to omówmy te sprawy po kolei. Przez 20 lat Telewizja Polska zgadzała się na przymusowe pośrednictwo producenta zewnętrznego, który przynosił do telewizji licencję na popularny, codzienny program „Jaka to melodia”, czyli w oryginale „Name That Tune”, i pobierał oczywiście marże pośrednika i producenta zewnętrznego, korzystając przy tym szeroko z zasobów telewizji. Cały program nagrywany był w studio Telewizji Polskiej, była to sytuacja w oczywisty sposób niewłaściwa.
Nie tak prosto takie umowy zmienić.
Jasne, że nie prosto, ale można. Każdego roku telewizja mogła przełamać ten niezdrowy układ, mogła spróbować dogadać się bezpośrednio z właścicielem formatu. Ale nikomu się nie chciało. Zamiast tego ponoszono gigantyczne koszty promocji na rzecz formatu, który był realizowany przez pośrednika i wspierał jego aktywa. Postanowiłem przełamać ten schemat, dogadałem się bezpośrednio z właścicielem formatu Ralphem Rubensteinem.
Osobiście?
Tak, najpierw nasi wysłannicy pojechali do Los Angeles, następnie spotkałem się z nim w siedzibie Telewizji Polskiej i przekonałem by sprzedał nam prawa do formatu na kolejne pięć lat, co oznacza możliwość pominięcia komercyjnego pośrednika.
Jak bardzo kosztownego? Setki tysięcy?
Rocznie możemy mówić o milionach złotych. To jest działanie w interesie publicznym, to jest dbanie o pieniądze, to jest realizacja tego, co zapowiadałem u progu mojej prezesury, m.in na łamach tygodnika „w Sieci”: tam, gdzie się da, ściągnięcia produkcji do telewizji publicznej, rezygnacja z niepotrzebnych pośredników. Nie mam nic przeciwko producentom zewnętrznym ale jeśli produkcja może być rodzimą produkcją telewizji – To jest to moim Najświętszym obowiązkiem. I to realizujemy.
Prasa opisuje to inaczej.
Mówicie panowie o tej serii fake newsów? Odbieram to jako element presji na telewizję i na mnie osobiście, byśmy zaprzestali reform, które przynoszą oszczędności i odbudowują pozycję rynkową TVP. Kuriozalny fake o tym, że zastępujemy program popkulturowy „Jaka to melodia” magazynem o pieśniach religijnych patriotycznych miał nas złamać, wzburzyć widzów i zmusić do wycofania ze zmian. Otóż chcę powiedzieć jasno, teraz i na przyszłość, że taka presja będzie zawsze nieskuteczna.
Ale Robert Janowski odchodzi?
Zwróciliśmy się do pana Roberta Janowskiego żeby dalej prowadził program, w takiej samej formule. Czyli nic z punktu widzenia prowadzącego się nie zmienia. Także dla widzów nic się nie zmienia. Jedyna różnica to dobrze zabezpieczony interes spółki publicznej Telewizja Polska SA. Traci jedynie pośrednik i w tym kontekście odczytuję tę falę „fake newsów”. To próba wywołania wrażenia, że coś się wali i próba wymuszenia na nas powrotu do dawnego rozwiązania, które kolonizowało telewizję Polską niczym republikę bananową.
Takich alarmów jest więcej.
Niestety, bo to fałszywe alarmy. To samo zdarza się, kiedy racjonalizuję koszt zakupu popularnych seriali. Natychmiast czytam w tabloidach, że Kurski likwiduje „Klan”, że Kurski niszczy i zdejmuje z anteny „M jak miłość”. To wszystko kłamstwa. Nigdy nie zrobię niczego, co uderzyłoby w naszych widzów, którzy kochają te formaty. Ale też mam prawo negocjować ceny, rozmawiać o kosztach. Oczywiście, bez straty jakości, ale jako formę ucierania stanowisk. I znowu ktoś próbuje wywierać na mnie presję za pomocą prasy i zaniepokojonych takimi doniesieniami widzów. Podkreślam: to nie jest i nie będzie skuteczne. Pewnie gdybym nie miał stalowych nerwów, to bym uległ. Ale uznałem, że pewne rzeczy trzeba wreszcie w telewizji wyprostować i to zrobię. Wytrzymam tę presję. I tak samo jak wszystkie seriale się ukazują, choć na warunkach korzystniejszych dla TVP, tak samo będzie z formatem „Jaka to melodia”, mam nadzieję, że z Robertem Janowskim jako prowadzącym. Odbyłem przed chwilą z nim udane spotkanie i myślę że jesteśmy na drodze do porozumienia.
Czy doniesienia o spadkach oglądalności TVP to też „fake newsy”?
Na pewno nieprawdziwa jest informacja, że Telewizja Polska traci widzów jako jedyna. To jest zjawisko powszechne, wręcz cywilizacyjne. Ludzie więcej oglądają w internecie, w Polsce jest 290 kanałów polskojęzycznych i każdy coś tam dla siebie uszczknie. TVP traci proporcjonalnie tak jak nadawcy komercyjni. Oczywiście podejmujemy szereg działań żeby to powstrzymać. Bardzo ważne jest budowanie atrakcyjnej oferty, liczy się jest promocja w internecie, trzeba dbać o dostępność tam naszych produkcji. Przyszłość telewizji rozstrzygnie się w internecie, chcemy tę walkę wygrać i jesteśmy na dobrej drodze. Nasza nowa platforma VOD, z bezpłatnym dostępem do dawnych polskich seriali jest dobrym przykładem jak konsekwentnie zmieniamy oblicze TVP. Myślę że wkrótce będziemy mogli pochwalić się spektakularną koprodukcją zagraniczną na ciekawy format serialowy, który będzie najpierw pokazany na płatnej platformie internetowej, a następnie dopiero w otwartej telewizji publicznej.
A Opole uda się w końcu pokazać?
To zależy od tych, którzy postanowili je zerwać. Także w tym wypadku użyto do tego klasycznego „fake newsa” o rzekomej czarnej liście artystów. Nigdy nie było żadnego zapisu na kogokolwiek.
A Kayah?
Ta artystka w ostatnim czasie gościła w Telewizji Polskiej w „Pytaniu na śniadanie”, w „Jakiej to melodii”, w „Hit hit hura”, w „Kocham Cię Polsko”, w „Teleexpresie” u Marka Sierockiego a w TVP 1 śpiewała kolędy co w mojej opinii nieco trudno połączyć z udziałem w proaborcyjnych marszach, no ale to jej sprawa. Trudno w tym kontekście mówić o jakimś zapisie, to absurdalne pomówienie. Natomiast była faktycznie czarna lista dotycząca festiwalu opolskiego, ale nie w Telewizji Polskiej, nie w moim gabinecie, ale w Opolu. Zawierała ono jedno nazwisko: Jan Pietrzak.
W takim, że tegoroczny festiwal opolski miał wreszcie oddać należny hołd człowiekowi, który przez ostatnie dekady, przez całe lata przemysłu pogardy, nie miał prawa istnieć właściwie, proporcjonalnie do swoich zasług, w przestrzeni publicznej. To właśnie planowany recital tego wielkiego artysty stał się powodem wypowiedzenia nam wojny, stał się punktem zapalnym, to było nieustannie kwestionowane przez stronę Opola. Użyto do tego nawet argumentu o rzekomym ingerowaniu w skład publiczności poprzez przedsprzedaż biletów na ten koncert. Zaatakowano prawo oddania hołdu ukochanemu artyście przez ludzi „Solidarności”, którzy pamiętali, że był z nimi w najtrudniejszych momentach, że nigdy ich nie zawiódł, którego pieśni są im tak bliskie.
O co chodziło? Skąd ten sprzeciw?
Gdy okazało się, że koncertu Jana Pietrzaka nie da się zablokować, Bo się na to nie zgodziłem – postanowiono zagrać publicznością. Pomysł był najwyraźniej taki, że ludzie „Solidarności” z całej Polski fizycznie nie są w stanie kupić biletów na koncert, bo gdy przyjeżdżają do Opola to w kasach już oczywiście biletów nie ma. A z kolei ci, którzy na koncert wchodzą, urządzają jakąś manifestację, wychodzą, gwiżdżą czy machają flagami KOD-u i robią afront Janowi Pietrzakowi. Takie próby politycznego wykorzystania festiwalu już się zdarzały się już w zeszłym roku, Gdy na widownię weszła zorganizowana grupa KOD.
Można powiedzieć, że czarna lista zadziałała. Nie będzie Opola, ale nie będzie też – co było celem tej akcji – nie będzie koncertu Jana Pietrzaka.
Cały czas czynimy starania by ten festiwal uratować. To jednak zależy od zmiany postawy władz Opola. Mam nadzieję, że zmienią swoją postawę. Trzy razy spotykałem się z prezydentem opola, wykazałem maksimum dobrej woli. Chcemy zorganizować ten festiwal ale ruch leży po stronie Opola.
źródło: wpolityce.pl
















