Waszczykowski o pytaniach do Pałacu ws. ambasadorów i kulisach wizyty Trumpa: “Ojców sukcesu polskiej dyplomacji jest wielu”

Waszczykowski.jpg
fot:youtube

awsze gdy jestem pytany o to, kto jest ojcem sukcesu, odpowiadam, że rodziców jest wielu, że wygrała biało-czerwona drużyna. Nie rozumiem, skąd ta nerwowa reakcja ministra Szczerskiego po zwróceniu uwagi

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych.

wPolityce.pl: Panie ministrze, podniósł Pan w ostatnich dniach kwestie związane z nominacjami ambasadorskimi i domagał się reakcji ze strony prezydenta. Na czym polega cały problem? I czy nie użył Pan zbyt ostrych słów, oczekując od głowy państwa złożenia wyjaśnień?

 

Witold Waszczykowski: Jak Pan zapewne dobrze pamięta, rok temu zarzucano resortowi dyplomacji, że „nie podciąga taborów”. Okazuje się, że w wielu kwestiach, na przykład zmian personalnych i prawnych odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie MSZ. Podam przykład: od kilku miesięcy chcemy zmienić prawo dotyczące służby zagranicznej, ale projekty muszą przejsć przez rząd i parlament. Czekamy na decyzje. Problem z kwestiami ambasadorskimi jest podobny – w naszym obozie politycznym było wyraźne oczekiwanie szerokich zmian w kadrze ambasadorskiej. Pamięta Pan naciski ws. Schnepfa, etc. Gdy maszyna ruszyła, to okazuje się, że procedury były i bywają przewlekane przez wiele miesięcy. Do dziś nie mogę uzyskać akceptacji dla nominacji nowego ambasadora w Norwegii, choć kandydatura została zgłoszona jeszcze w marcu.

I jak rozumiem, w Pana ocenie problemem jest reakcja, a w zasadzie brak szybkiej i konkretnej reakcji ze strony Pałacu Prezydenckiego?

Wiele wskazuje na to, że odpowiednie decyzje nie wyszły ze strony Pałacu. Od kilku miesięcy czekałem na innych ambasadorów. Zmiany były w jakiejś zamrażarce. Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie zakładam, że głównym hamulcowym w tych sprawach jest prezydent, ale problem istnieje. W jego imieniu nadzór nad całym tym pionem sprawuje minister Krzysztof Szczerski i, jak się wydaje, sprawy ugrzęzły w jego urzędzie.

Gdy z nim rozmawiałem, tłumaczono mi, że wszystko jest na bieżąco podpisywane i wysyłane, ale okazuje się, że tak nie jest.

Pana zgłoszenie problemu na forum publicznym jest jakąś zachętą, motywacją ministra Szczerskiego do szybszej pracy, efektów?

Może nie tyle motywacją, co próbą zapytania, o co chodzi? Jeśli istnieją jakieś zastrzeżenia do ambasadorów, to trzeba je jasno i szybko przedstawić, wtedy przedstawimy nowe kandydatury. Wstrzymywanie decyzji, sugerowanie, bym się domyślił, wreszcie – nieinformowanie MSZ powoduje, że mamy zastój w całym procesie. Nie wiemy, czy mamy czekać, spodziewać się negatywnej reakcji, przygotowywać nowe nazwiska, czy może cały poślizg jest tylko techniczny.

Najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa, kontakty i wyjaśnianie sprawy, a nie wstrzymywanie nominacji pod hasłem „Domyśl się, o co chodzi”.

Panie ministrze, z całym szacunkiem, ale brzmi to, jak gdyby byli Panowie z wrogich sobie obozów politycznych, a nie jednej ekipy „dobrej zmiany”. Szorstka przyjaźń, wzajemne blokady i podkładanie nóg. Nie wygląda to dobrze.

MSZ nikt niczego nie blokował i nie podkładał nikomu nóg. Wszystkie inicjatywy dotyczące spraw międzynarodowych były i są realizowane na bieżąco.

Gdzie leży więc problem? W ambicjach politycznych wokół sukcesów dyplomatycznych, jakie Polska osiągnęła w ostatnim czasie?

Trudno mi wskazać jednoznaczne powody. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że Kancelaria Przeydenta nie ma aparatu, by sama wynegocjować szczyt NATO czy zdobyć 190 głosów na forum ONZ. Tylko w tamtym roku odbyłem siedemdziesiąt podróży zagranicznych, ok. pięćdziesięciu gości przyjąłem w Warszawie…

Pańską rolę we wszystkich tych sprawach podkreślił minister Szczerski – dziś, dla wPolityce.pl.

[WIĘCEJ:

To dobrze. Zawsze gdy jestem pytany o to, kto jest ojcem sukcesu, odpowiadam, że rodziców jest wielu, że wygrała biało-czerwona drużyna. Nie rozumiem, skąd ta nerwowa reakcja ministra Szczerskiego po zwróceniu uwagi.

Zostawmy te przepychanki. Przed lipcową wizytą Donalda Trumpa w Polsce wszystko zostało już zapięte na ostatni guzik?

Rozmowy trwają. Zespół przygotowawczy przyjedzie do Polski w drugiej połowie tygodnia; będziemy jeszcze rozmawiać o kilku sczegółowych kwestiach. Trzeba uzgodnić sprawy polityczne: czy prezydent Trump będzie spotykał się indywidualnie z politykami państw Trójmorza, do uzgodnienia jest również miejsce przemówienia Trumpa do Polaków.

Mówi się o Pl. Krasińskich.

Mówi się o różnych miejscach. Rozmowy trwają.

Niektórzy z komentatorów wskazują, że wizyta Trumpa w Polsce może być odebrana jako próba wysłania sygnału także do Berlina, jako pokazanie, że istnieje w UE przeciwwaga wobec Niemiec. Pan to tak odbiera?

To chyba zbyt daleko idąca interpretacja. Prezydent Trump szybko przyjął przecież panią kanclerz Merkel w Białym Domu i choć była to kwaśna wizyta bez podawania rąk, to było to wyraźne podreślenie roli Berlina.

Coś jest jednak na rzeczy. Do administracji prezyenta Trumpa trafiły argumenty, że jego wizyta w zaprzyjaźnionym kraju, bez kontrmanifestacji, z radosnymi Polakami na ulicach, może mieć korzystne znaczenie dla jego polityki. Natomiast czy poprzez wizytę w Polsce i swoje przemówienie będzie chciał wysłać jakiś szerszy sygnał, prowadzić jakąś politykę europejską? Trudno powiedzieć. Być może pojawi się taki akcent.

W rozmowach z administracją Trumpa i samym prezydentem pojawi się wątek polityki energetycznej? Dostawy gazu z USA do Europy, a co za tym idzie – walka Polski o niezależność energetyczną mocno zirytowały ostatnio Berlin.

I słusznie. Koncepcja, którą proponują Niemcy: a więc projekty Nord Stream 1, Nord Stream 2. OPAL itd. może być w przyszłości wykorzystywana politycznie przez Rosjan. Trwa tu naturalny wyścig z czasem: jak szybko my rozbudujemy sieć przyłączoną do terminala LNG (być może powstanie drugi terminal – koło Gdańska), jak szybko zbudujemy Rurę Bałtycką, a jak szybko swoje projekty wykonają Niemcy z Rosjanami.

To wyścig o rozwiązanie geopolityczne. Nie bardzo możemy zrozumieć, dlaczego Niemcy są przychylni rosyjskiemu projektowi, który ewidentnie jest polityczny i chce obejsć Europę Środkową po to, by w przyszłości ją szantażować.

Co słyszy Pan od niemieckich szefów dyplomacji, gdy mówi Pan o tych argumentach?

Te postulaty zgłaszam od dobrych dziesięciu lat, jeszcze w czasach poprzednich rządów. W odpowiedzi słyszę, że to projekty biznesowe, a przyłączenie rynku dostawcy (Rosjan) do rynku odbiorcy uzależni… dostawcę. Niemc wychodzą z filozofii, że wielki rynek europejski będzie dyktował Rosjanom warunki dostaw. Uważam, że to utopijne i naiwne myślenie. Rosjanie z czasem będą wykorzystywali dostawy gazu jako broń polityczną, czego nawet przesadnie nie kryją. Będą szantażowali naszą część Europy. Nie możemy się na to zgodzić.

Warszawa zgłosi ten problem przy okazji wizyty Trumpa?

Ten temat pojawiał się już w moich rozmowach z Tillersonem i jest na agendzie codziennych rozmów polsko-amerykańskich. Amerykanie rozumieją nasze postulaty i wagę problemu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ