15.8 C
Wrocław
Tyrmand o ataku “GW”: Myślę, że to zemsta za to, że zająłem...

Tyrmand o ataku “GW”: Myślę, że to zemsta za to, że zająłem się finansowaniem KOD przez organizację Sorosa

fot: youtube

Wściekły lewak, który jest oburzony światem, bo nie wygląda on już tak jakby chciał napisał artykuł na platformie medialnej, która jest tak samo wściekła i oburzona światem. Bo nie wygląda on już tak, jakby chciała, bo już nie jest w stanie wpływać na jego kształt, tak jak dotychczas. Tak jak to robiła przez ostatnie 25 lat

— mówi portalowi wPolityce.pl Matthew Tyrmand, dziennikarz, syn Leopolda Tyrmanda.

wPolityce.pl: Wczoraj przed sądem w Warszawie rozpoczął się proces, jaki pan wytoczył felietoniście „Gazety Wyborczej” Tomaszowi Piątkowi. W swoim felietonie „Tyrmand: syn Leopolda, człowiek Trumpa” z 28 maja 2016 roku Tomasz Piątek oskarżył pana o powiązania z Donaldem Trumpem, a pośrednio także z Władimirem Putinem i Beniaminem Netanjahu. Nie da się ukryć, że jest pan bliski otoczeniu Trumpa, więc po co ten proces?

Matthew Tyrmand: To, co Tomasz Piątek napisał w Gazecie Wyborczej to stek bzdur, więc było to konieczne. Pewnie myślał, że sobie odpuszczę, ale ja postanowiłem, że nie pozwolę, by uszło im to na sucho. Wczorajsze otwarcie procesu potoczyło się bardzo dobrze. Dla mnie. Sprowadziłem do Polski świadka charakteru, mojego przyjaciela, prawicowego amerykańskiego działacza i założyciela „Project Veritas” Jamesa O’Keefa. James jest jednym z najlepszych dziennikarzy w USA i wie, jak powinny działać prawdziwe media, które powinny zajmować się ujawnianiem prawdy, nawet jeśli jest ona bolesna. A nie szerzeniem kłamstw. Bardzo się cieszę, że udało mi się go ściągnąć z nowego Jorku do Warszawy. W swoim tekście Tomasz Piątek zresztą wspomniał o projekcie Veritas, sugerując, że to co James robi, czyli ujawnianie choćby korupcji i oszustw w liberalno-lewicowym środowisku w USA jest nielegalne. Był więc idealnym pierwszym świadkiem. Było zresztą widać, że ich obrona jest dość słaba. Ten artykuł to stek bzdur, których celem było zniesławienie mnie. Nie postarali się nawet o to, by sprawdzić podawane przez siebie informacje. Co nie powinno być trudne, ponieważ co tydzień piszę komentarz w „Do Rzeczy”, w którym wykładam swoje poglądy. A oni przypisali mi słowa, których nigdy nie powiedziałem oraz opinie, których nie posiadam. Nietrudno będzie więc udowodnić, że to bzdury. Młyny polskiego wymiaru sprawiedliwości mielą dość powoli, ale mi to nie przeszkadza, bo w to oznacza, że jest szansa, iż w chwili, gdy zapadnie werdykt Gazeta Wyborcza będzie już całkowitym bankrutem. Jeśli wygram będą musieli zapłacić odszkodowanie na rzecz pięciu prawicowych organizacji w Polsce, co ich zapewne zaboli. Klub Jagielloński, Reduta Dobrego Imienia Macieja Świrskiego, i szereg innych. Nie chce, by wyglądało na to, że chcę na tym zarobić. Bo nie o to mi chodzi. Polska zasłużyła na coś lepszego niż kłamstwa Adama Michnika i jego ekipy. Tu chodzi o zasadę. Tak naprawdę będzie mnie to wiele kosztować, zarówno w pieniądzach jak i w czasie oraz energii, którą muszę na tę sprawę poświęcić. Napisali m.in., że byłem opłacany przez Trumpa w chwili trwania wyścigu o prezydencką nominację Republikanów. A to nieprawda. Popierałem wtedy Teda Cruza, co jest powszechnie znane. A do tego te nieznośne insynuacje, że byłem także opłacane przez Putina. To jest nie do przyjęcia. Każdy kto wierzy w prawdę i sprawiedliwość, nie może pozostawić takie kłamstwa bez odpowiedzi.

Pozostaje pytanie czemu „Gazeta Wyborcza” pana atakuje…

Myślę, że to zemsta za to, że James i ja zajęliśmy się KOD-em, a konkretnie finansowaniem KOD-u przez Open Society Foundation amerykańskiego milionera George’a Sorosa. Choć nie byliśmy w stanie udowodnić, że finansowanie to było bezpośrednie, nie ulega wątpliwości, że istnieją tu jasne powiązania, poprzez Fundację Helsińską i fundacja Stefana Batorego, którzy już bez cienia wątpliwości otrzymują pieniądze bezpośrednio od Open Society Foundation i szerzą idee Sorosa: brak granic, konserwatyści są źli, państwo narodowe też, wielokulturowość i otwarte społeczeństwo są fajne. Fakt, że napisaliśmy o tym wszystkim na amerykańskim portalu Breitbart, wspominając przy tym także o tym, że Soros wykupił udziały w Wyborczej, wywołało wściekłość na Czerskiej. Artykuł Piątka był zemstą za to.

Spodziewa się pan wygrać ten proces?

Oczywiście. To jest ewidentne zniesławienie. Jest w tym artykule tyle kłamstw, że nie będzie trudno im to udowodnić. To wszystko da się łatwo sprawdzić. Cały ten artykuł to fikcja. Fantazja autora go poniosła. Wściekły lewak, który jest oburzony światem, bo nie wygląda on już tak jakby chciał napisał artykuł na platformie medialnej, która jest tak samo wściekła i oburzona światem. Bo nie wygląda on już tak jak by chciała, bo już nie jest w stanie wpływać na jego kształt tak jak dotychczas. Tak jak to robiła przez ostatnie 25 lat. Chciałbym, by z tego procesu wyszło jasne przesłanie: Gazeta Wyborcza szerzy bzdury, zamiast informacji. Politycznie i ideologicznie motywowane fantazje.

Szerzy „fake news”?

To zbyt łagodne określenie dla tych bzdur. „Fake newsy” to wciąż newsy. Informacje. To, co produkuje Gazeta Wyborcza to wściekłe, złośliwe bajki. To są źli ludzie, posiadających polityczną agendę, która coraz częściej jest przez ludzi odrzucana. Jeśli spojrzymy na to co wypisuje choćby Anne Applebaum, która przecież udziela się w Gazecie Wyborczej, to widzimy tę agendę. O aferze taśmowej napisała, że to co było na taśmach się nie liczy, tylko liczy się to, że nagrania powstały. To jest jej zdaniem skandalem. W przetłumaczeniu oznacza to: idźcie dalej owce, nie ma tu nic ciekawego dla was. Nie zagłębiajcie się w treść taśm, w korupcję, która została na nich ujawniona, a w której mój mąż uczestniczył. Gazeta Wyborcza uczestniczyła w przykryciu tej afery, otrzymali na to pieniądze od PZU. Nie, żeby trzeba było ich specjalnie do tego namawiać, biorąc pod uwagę ich ideologiczne ukierunkowanie i poparcie dla poprzedniego rządu. To, co napisali o mnie jest tak mściwe i złośliwe, że nie ulega dla mnie kwestii, że zostało to zrobione celowo, by mnie zdyskredytować. Nadszarpnąć moją reputację i zniszczyć moją wiarygodność jako publicysta, bo prezentuje inne spojrzenie na globalne zagadnienia.

Czy to nie jest, aby właśnie globalnym problemem? Ton w mediach, szczególnie liberalno-lewicowych staje się coraz bardziej agresywny, spór jest toczony przy użyciu argumentów, które jeszcze kilka lat temu by nie padały….
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ