Wśród wielu wątków, które można by było tu poruszyć, wybija się kwestia braku działania przez ABW. Marcin P. stwierdził wprost, że służbom w ogóle nie zależało na tym postępowaniu, miał też mieć przecieki o śledztwie od Sylwestra Latkowskiego. Czy miał dostęp do planów śledztwa, czy nie konfabuluje, to trudno określić, ale z nagranych rozmów przez służby jasno wynika, ze miał świadomość tego, że jest podsłuchiwany. A więc te informacje musiał otrzymać, pytanie od kogo. Sądzę, że ze pozostaje ono ciągle sprawą otwartą. Natomiast bez względu na to bezpośrednio był za to odpowiedzialny. To pokazuje też skrajną w najlepszym razie nieudolność służb, a w najgorszym razie grę służb za czasów rządów PO-PSL. Przypomnę, że te same służby nie były w stanie ochronić przed nagraniami kelnerów najważniejszych osób w państwie. To jest właśnie przejaw państwa teoretycznego, rzeczywiście jak podkreślał jeden z ministrów „kamieni kupa”. Ktoś do tego celowo doprowadził, miał w tym interes i chciał, żeby tak funkcjonowało państwo polskie. To jest przerażająca i koszmarna wizja. A z drugiej strony proszę pamiętać, że te same służby i ci sami ludzie, którzy je nadzorowali doprowadzili doi tego, że założono dwa miliony podsłuchów. Czyli z jednej strony totalna inwigilacja obywateli, a z drugiej strony zupełna nieudolność państwa i tych służb, by zapobiegać różnego rodzaju tragicznym wydarzeniom.

Zlotówka.jpg

Marcin P. mówi, że KPRM miano wiedzę na ten temat, podaje nazwiska polityków, którzy nawet lokowali tam pieniądze, widać więc wyraźnie, że państwo polskie albo było zupełnie bezwolne i bezradne, albo zbudowano pewien parasol ochronny nad tego typu przestępczą działalnością

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Łukasz Schreiber, poseł PiS.

wPolityce.pl: Z zeznań Marcina P. wynika, że Donald Tusk wraz z ludźmi z KPRM wiedzieli, czym de facto jest Amber Gold, mimo to nie reagowali. Na ile są one wiarygodne?

Łukasz Schreiber: Musimy pamiętać, że jest to człowiek, który ma postawione zarzuty i  będzie chciał wybielać swoją rolę, rozmywając własną odpowiedzialność. Trzeba to mieć bezwzględnie na uwadze. Natomiast nie zmienia to faktu, że jego zeznania są chociaż w części jednak szokujące i należy je sprawdzić. Wymienia z nazwiska poszczególne osoby tak, jak np. prezydenta Gdańska. Choć pan Adamowicz zaprzecza, to jednak wygląda to o tyle prawdopodobnie, że jego udział w reklamie OLT był zdumiewający i on wpisuje się w ten scenariusz. To, co Marcin P. mówi potwierdza to, co wychodzi na jaw, że syn premiera był tam od tego, by pozyskiwać ważne, tajne informacje.

Marcin P. wyznał ze szczerością, że płacił mu za to.

Tym zeznaniem przyznał to, co ja mówiłem i wielu innych wcześniej, że wezwanie pana Michała Tuska przed komisję śledczą nie było żadnym politycznym aktem, tylko jest jednym z wątków, które trzeba zbadać. Być może to kłamstwa, ale na pewno trzeba to wyjaśnić. Marcin P. mówi, że KPRM miano wiedzę na ten temat, podaje nazwiska polityków, którzy nawet lokowali tam pieniądze, widać więc wyraźnie, że państwo polskie albo było zupełnie bezwolne i bezradne, albo zbudowano pewien parasol ochronny nad tego typu przestępczą działalnością.

Dziś mogliśmy usłyszeć, że w spisku na LOT uczestniczyli ludzie z  rządu POPSL.

Tak. To jest kolejny wątek, który już się pojawił, dzięki opublikowanym w tygodniu „wSieci” stenogramom. Trzeba wyjaśnić sprawę próby wykończenia przewoźnika państwowego. Gdyby to się miało potwierdzić, to jest niebywały skandal. I wreszcie pamiętajmy, że premier miał wszelkie instrumenty, by podejmować działania. Komisja Nadzoru Finansowego powołana w 2006 roku głosami PiS- przypomnę, że przeciw wówczas były m.in. PO i PSL– dawała bezpośredni nadzór premiera nad tą instytucją. Były wtedy zgłaszane informacje o nieprawidłowościach, dlaczego nic z nimi nie zrobiono? To wszystko należy ustalić. Coraz bardziej wygląda na to, że  działalność tamtego rządu miała znamiona niemalże działalności mafijnej. To jest druzgoczący obraz tamtego państwa.

Trudno się dziwić, żeby był inny, skoro rządząca wówczas Platforma uważała je za teoretyczne.

Proszę zobaczyć jakie są straty, jak wyglądała ściągalność podatków, mówię głównie o VAT. Jeżeli wszystko pójdzie tak, jak to dzisiaj wygląda, to  do końca tego roku wpływy z VAT zwiększa się o 30 miliardów w porównaniu z okresem przejmowania władzy przez PiS. Udało się to osiągnąć przecież nie magicznymi sztuczkami. Za rządów POPSL pozwalano obrabiać Polaków z ich oszczędności, bo przecież ponad 18 tys osób jest w tej sprawie poszkodowanych. Proszę jednak zwrócić dziś uwagę na retorykę części obozu opozycji. Oni mówią, że ci ludzi nie są ofiarami, lecz sami są sobie winni. Ale to, że ktoś podejmuje pracę dla takich grup, to jest w porządku, to on jest ofiarą. Biednio i zmanipulowani są zapewne w tym kontekście także politycy, którzy szukali kontaktów z Marcinem P. To jest logika, którą trudno zaakceptować.

Wśród wielu wątków, które można by było tu poruszyć, wybija się kwestia braku działania przez ABW. Marcin P. stwierdził wprost, że służbom w ogóle nie zależało na tym postępowaniu, miał też mieć przecieki o śledztwie od Sylwestra Latkowskiego.

Czy miał dostęp do planów śledztwa, czy nie konfabuluje, to trudno określić, ale z nagranych rozmów przez służby jasno wynika, ze miał świadomość tego, że jest podsłuchiwany. A więc te informacje musiał otrzymać, pytanie od kogo. Sądzę, że ze pozostaje ono ciągle sprawą otwartą. Natomiast bez względu na to bezpośrednio był za to odpowiedzialny. To pokazuje też skrajną w najlepszym razie nieudolność służb, a w najgorszym razie grę służb za czasów rządów POPSL. Przypomnę, że te same służby nie były w stanie ochronić przed nagraniami kelnerów najważniejszych osób w państwie. To jest właśnie przejaw państwa teoretycznego, rzeczywiście jak podkreślał jeden z ministrów „kamieni kupa”. Ktoś do tego celowo doprowadził, miał w tym interes i chciał, żeby tak funkcjonowało państwo polskie. To jest przerażająca i koszmarna wizja. A z drugiej strony proszę pamiętać, że te same służby i ci sami ludzie, którzy je nadzorowali doprowadzili doi tego, że założono dwa miliony podsłuchów. Czyli z jednej strony totalna inwigilacja obywateli, a z drugiej strony zupełna nieudolność państwa i tych służb, by zapobiegać różnego rodzaju tragicznym wydarzeniom.

źródło: wpolityce.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ